3 wrz 2016

Rozdział 87

Thomas wyglądał na naprawdę wściekłego z powodu moich dokonań związku ze śmiercią Harry'ego. Dobrze o tym wiedziałem, że nie powinniem nikogo okłamywać jeśli chodzi o tą sprawę. Prawdziwym zabójcą jest Chris i to on powinien teraz ponieść wszystkie konsekwencje, a ja głupi na dodatek pomagam, by ta prawda nie wyszła na jaw, wplątając w to mojego brata, który nawet się do niczego w tym momencie nie przyczynił. Owszem, miał rację co do tego i dobrze zdaje sobie z tego sprawę, że robię źle, broniąc winną osobę. Pomimo iż cholernie nienawidzę "swojego brata", pomysł by wplątać w to jego, nie był dobry. Ale przecież nie mogłem złamać obietnicy, którą złożyłem u bliskiego przyjaciela. Nie mogłem teraz się wycofać, ponieważ mógłbym jeszcze bardziej pogrążyć całą sprawę, a przede wszystkim Vanessa nie wytrzymałaby, gdyby dowiedziała się, że to Chris zabił jedną z najważniejszych dla niej osób. Nie mógłbym zrobić to jej ze względu na Lily.

Prawdą jest, że nigdy nie uśmiechało mi się okłamywać ludzi, ale w tej sytuacji nie miałem żadnego innego wyjścia. Musiałem patrzeć w przyszłość. Jakie mogą być tego konsekwencje, jeśli wszystko wyszłoby na jaw. Na serio nie chciałbym sobie nawet tego wyobrazić. Życie Vanessy runęłoby kompletnie jeszcze bardziej.

Stanąłem, lekko sparaliżowany na przeciwko Thomasa. Chciał za wszelką cenę wiedzieć, czemu mu to robię. Nigdy nie byliśmy zżytym rodzeństwem, więc mógłbym powiedzieć, że raczej nie traktowałem go jak brata. Po prostu nie traktowałem go jako osobę, która jest dla mnie ważna. Był tylko człowiekiem, którego dobrze znam.

Problem w tym wszystkim jest to, że nie mogłem mu powiedzieć tego co ukrywam. Nie mogłem mu powiedzieć o mojej obietnicy dla Harry'ego, ponieważ skoplikował by już tą sprawę do reszty, a co na dodatek wkurwiłby się i to tak dobrze wkurwił. Robię to przecież dla osoby, której on kompletnie nienawidzi, więc niezdziwiłbym się, gdyby tak mocno zareagował.
- Nadal będziesz milczał? Na serio nie mam pierdolonej ochoty tu być i patrzeć na twój ryj - odezwał się zirytowany Thomas.
- Trochę szacunku dla swojego jedynego rodzeństwa, które ci pozostało - warknąłem na niego wkurzony.
- Mam to w dupie, że jesteś moim bratem. Nawet jakbyś nie żył, miałbym to wszystko daleko gdzieś.
- Nie doceniasz ludzi, których możesz tak szybko stracić.
- Nie bądź śmieszny. Po co mam doceniać, jeśli oni nie doceniają mnie?
- To działa w dwie strony, nie zapominaj.
- Przestań do chuja zmieniać temat. Gadaj kurwa czemu mnie wpierdalasz w to całe gówno? - starał się opanować swoje zdenerwowanie.
- Nie mam ci nic do powiedzenia.
- Ten sam Jasper. Ta sama taktyka spławania mnie - wywrócił oczami - Czy ja mam kurwa na czole napisane, osioł? Czemu mnie do chuja w to mieszasz, jeśli dobrze wiesz, że to nie ja zabiłem Stylesa?
- Bo kurwa dopuściłeś do tego wszystkiego! To ty pozwoliłeś by Chris go zabił, czyż nie tak było? Chciałeś by to zrobił, byś ty miał umyte ręce.
- Ale tu pojebie chodzi o to, kto go zabił, a nie kto zaczął!
- To nie ma znaczenia. I tak to ty jesteś za to odpowiedzialny, bo to ty nakazałeś Chrisowi by leciał z tobą do Miami, by pozbawić Stylesa życia!
- Źle zrobiłem? No powiedz mi kurwa, czy źle zrobiłem!? Zmiotłem osobę, która wyrobiła nam obojgu krzywdę. Gdyby nie on, Maddie by żyła! Czy ty kurwa tego nie rozumiesz? A może ty serio chciałeś jej śmierci?
- Sama zasłużyła sobie na tą śmierć i dobrze o tym wiesz. To samo byś zrobił, gdyby jakaś dziwka przystawiała się do ciebie non stop.
- Na śmierć zasługują tylko osoby, które zrobiły w życiu naprawdę mnóstwo pojebanych rzeczy. Maddie była normalna. Nie była kryminalistką czy coś z tych rzeczy. Przecież dobrze ją znałem!
- Nie znałeś ją wystarczająco dobrze, jeśli zboczyła z właściwej drogi. Narkotyki, prostytucja. Wybacz, ale ona nie była sobą. Nie mogłeś jej upilnować tak bardzo jak tego chciałeś.
- Nie wierzę w żadne słowa Stylesa na ten temat! Ona nigdy nie była takim człowiekiem za jakiego oboje ją uważacie! Po prostu nie chcesz stanąć po stronie rodziny. Chociaż raz mógłbyś uwierzyć w moje słowa!
- Nie będę wierzył komuś, kto wszystko zniszczył! Nasza rodzina nigdy dla mnie nic nie znaczyła, bo żaden z was nie troszczył się o mnie. Do teraz doskonale pamiętam zachowanie rodziców wobec mnie, a ciebie. Zawsze miałeś to czego chciałeś. Ciągle dostawałeś nowe rzeczy jak na przykład kolejną parę butów, by w szkole uważali cię za chłopaka dobrze wychowanego. Ja w tym czasie miałem jedynie jedną parę butów z dziurami w których przechodziłem cały rok szkolny. Rodzice nie martwili się o rzeczy, których mi brakowało. Mieli mnie daleko gdzieś, ponieważ byłem ich ostatnim dzieckiem. Byłem tylko ich błędem.
- Może i nasi rodzice nie byli dobrymi rodzicami, ale nie masz prawa mówić złego zdania na swoje rodzeństwo. Wraz z Maddie pomogliśmy ci! Miej chociaż dla nas odrobinę szacunku.
- Sam plączesz się w swoich własnych słowach. Nie mówić złego zdania na swoje rodzeństwo? Mieć szacunek? Czy ty już do reszty zwariowałeś? Jeśli tak mówisz to czemu mnie nienawidzisz? Jestem przecież twoim bratem.
- By być moim bratem, musisz zachowywać się jak on. Mieć szacunek do mnie, ufać mi, wierzyć mi. Jak prawdziwe rodzeństwo.
- Nie. Twoim zdaniem, określenie "brat" to osoba, którą możesz manipulować na każdy możliwy sposób. Nie jestem idiotą, Thomas. Nigdy nie uda ci się zmienić mojego nastawienia do ciebie. Zasługujesz na taki sam los, co spotkał Harry'ego - odpowiedziałem na co nerwy mojego gościa od razu puściły. Thomas popchnął mnie do tyłu, ale nie udało mu się, mnie przewrócić.
- Nie wiem kto już jest gorszy! Styles czy ty! Jesteście oboje siebie kurwa warci! Nigdy nie starałeś się zmienić czegokolwiek w naszej rodzinie! Zawsze narzekałeś na to jak wszyscy cię traktowaliśmy! Czego od nas do chuja oczekiwałeś?
- Szczerości, zaufania, bliskości, opiekuńczości! Tego mi brakowało za czasów bycia dzieckiem w rodzinie dobrze ustabilizowanej! Zawsze byłem na szarym końcu, bo rodzice zawsze stawiali ciebie albo Maddie na pierwszym miejscu!
- Bo wiedzieli, że z takiego człowieka jak ty, nie będzie nic! Nie nadawałeś się na nic!
- Wiesz co? Nadal nie mogę pogodzić się z tym, że miałem taką rodzinę. Nikt z was nie znał pojęcia słowa "rodzina". Każdy powinien wspierać siebie nawzajem, ale wy zamiast to robić, martwiliście się tylko o chujostwa! - podniosłem głos, by dać znak o nieprzegranej pozycji. Thomas na moje słowa, od razu złapał mnie za koszulkę, uderzając mnie o ścianę. Poczułem okropny ból w plecach.
- Nie mam pierdolonego zamiaru słuchać tego co masz do powiedzenia na temat naszej rodziny! Nigdy nie uważałem cię za brata i nigdy nie będę! Jesteś skończony. Życzę ci byś wykończył się najszybciej jak tylko się da.
- Czemu sam mnie nie zabijesz? Jeśli tak bardzo mnie nienawidzisz, zrób to. Potrafisz tylko pierdolić zamiast robić rzeczy!
- Wiesz czemu nie mam zamiaru tego zrobić? Ponieważ pomimo wszystko, jesteśmy związani. Nie mógłbym patrzeć na umierające rodzeństwo po raz kolejny - warknął, puszczając mnie - Niektórzy ludzie mogą zmienić się nie do poznania na gorszych, ale w głębi duszy wciąż mają tą małą cząstkę prawdziwego siebie. Wystarczy tylko ich dokładnie przejrzeć, a nie oceniać od razu po dokonaniach jakie robią - odparł, nie pozostawiając na mnie słuchej nitki. Miał racje w którą trudno było mi uwierzyć. Mężczyzna przeleciał mnie wzrokiem, po czym bez żadnego już komentarza, opuścił mój apartament.

Zacząłem się zastanawiać, co się stało, że sobie odpuścił, że przestał naciskać na mnie bym wyrzucił z siebie całą prawdę na temat śmierci Stylesa. Od tej strony swojego brata nie znałem.
Po chwili, poczułem wibrację w kieszeni swojej jeansowej kurtki. Szybko wyciągnąłem telefon, zdając sobie już sprawę kto dzwoni.
- No siema. Właśnie pozbyłem się naszego problemu.

*Perspektywa Vanessy*

Wciąż nie mogłam pojąć tego, że stoję przy duchu, człowieka, który kiedyś był dla mnie tak niezmiernie ważny. Przyglądałam się mu  jak zaczarowana, gdy on w tym czasie ze wzgórza, podziwiał przepiękny blask księżyca spadający na oceaniczne wody. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Bałam się powiedzieć cokolwiek by go nie urazić. Był kompletny mrok. Czułam jak ciarki przechodzą po moim ciele spowodawane nagłym chłodnym wiatrem. On to zauważył. Zauważył, że moje rozdarte, brudne ubrania nie trzymają ciepła.
- Gdybym mógł ci jakoś pomóc - odezwał się, przerywając długą ciszę pomiędzy nami. Jednak nie odwrócił swojego wzroku w moją stronę - Tylko jak duch może pomóc, jeśli nie jest w stanie nawet nic poczuć?  
- Poradzę sobie - powiedziałam, siadając na zimnej, mokrej od rosy trawie. Nie przejmowałam się swoimi ciuchami, które ubrudzone od błota i tak nie nadawały się już na nic.
- Na pewno w twoim umyśle, nie jestem nazywany dżentelmenem - w końcu odwrócił się do mnie i usiadł, dotrzymując mi towarzystwa, którego tak bardzo potrzebowałam w tym momencie. Był on jedyną dobrą wpływającą na mnie rzeczą, która powstrzymywała mnie od myślenia nad zbrodnią dziecka, której kilka godzin temu dokonałam.
- Nie wyglądasz dobrze - skomentował, patrząc mi prosto w oczy. Pomimo iż nie było w nich żadnego koloru, one i tak przyciągały moją uwagę. W ten sam sposób gdy oboje byliśmy jeszcze w sobie zakochani - Twoja skóra jest całkiem blada.
- Harry w porządku - uspokoiłam go - To nic poważnego, po prostu nie mam odpowiednich ubrań na taką temperaturę.
- Nie mogę patrzeć jak dotyka cię ból - położył swoją dłoń na mojej, jednak nic nie poczułam. Czego zresztą oczekiwałam od martwej osoby, która pozostała duchem?
- Wciąż nie rozumiem dlaczego - opuściłam głowę w dół by nie zauważył moich nawilżonych oczu, gotowych by wypuścić kilka łez - Dlaczego widzę osobę, która nie żyje?
- Ponieważ tego pragnąłem - odpowiedział.
- Nic z tego nie rozumiem. Jak mogłeś pragnąć skontaktować się z człowiekiem, posiadającym życie?
- My duchy, mamy możliwość kontaktu z jedną, wybraną przez nas osobą. Ja wybrałem ciebie.
- Ale dlaczego?
- Żadnego głosu nie chciałem tak bardzo usłyszeć jak twojego - wiedziałam, że mówił to szczerze. W sposób jaki mi się przyglądał, miałam dreszcze, jednak nie bałam się istoty przede mną. Niczego się nie bałam, gdy on był przy mnie, nawet w takiej postaci.
- Czyli sprowadziłeś mnie do tego miejsca? 
- Potrzebowałem twojego towarzystwa - odwrócił głowę na wprost ciemnego oceanu nad którym widniał cudowny księżyc - Choć wiem, że i tak nic nie zmienię ze względu na to, że jestem martwy, za wszelką cenę chcę byś znała całą prawdę o tym co się stało. Nie od przyjaciół, nie od rodziny, nie od policji tylko ode mnie samego.
- Harry nie potrzebuję wyjaśnień. Nie potrzebuję niczego co związane było z tobą. Chcę móc zacząć po prostu żyć i zapomnieć o przykrych zdarzeniach z przeszłości jakie nas obojgu dotknęły.
- Wolisz całe życie żyć bez świadomości?
- Wolę nie wiedzieć niż cierpieć z tego powodu - przyznałam.
- A jeśli powiem, że chciałbym byś o tym wszystkim wiedziała? - odwrócił się do mnie momentalnie - Byś wiedziała co bez ciebie przechodziłem? Jak trudno było mi zaczynać nowy dzień, nie mając ciebie przy swoim boku?
- Harry...
- Nie przejdę na dobrą stronę nieba, jeśli nie dowiesz się prawdy. To moja misja. Po to tu jestem byś przestała obarczać się za wszystko czego nawet nie zrobiłaś i wreszcie popchnęła siebie do rzeczy, które uważasz za niemożliwe do zrobienia. 
- Jak potrafisz to zmienić? Nie naprawisz takiej osoby jak ja. Jestem zepsuta, zepsuta przez przeszłość, która na zawsze będzie się za mną ciągnąć.
- Nie będzie, jeśli zamkniesz te odpowiednie drzwi. Wiem, że jestem ostatnią osobą, która zasługuje na twoje zaufanie, ale proszę. Pozwól mi cię naprawić.
- Nie chcę być już nigdy naprawiona. To jest tylko moja rzeczywistość, której ty nigdy nie będziesz w stanie zrozumieć. Nie będziesz w stanie naprawić moim błędów, mojego cierpienia ani moich dokonań. To wszystko zależy wyłącznie ode mnie.
- Czemu mi to robisz? Czemu chcesz bym poniósł porażkę? - spytał łagodnie, jednak rozczarowanym głosem.
- Nie chcę byś jej poniósł. Chcę tylko byś zrozumiał jak bolesne jest tracić wszystko, w co się tak niezmiernie wierzyło.
- Wierzyłaś w naszą przyszłość. Wierzyłaś, że będę tą jedyną osobą za którą bez przemyślania konsekwencji, pójdziesz, ponieważ ufałaś mi, bezgranicznie mi ufałaś, a ja nie umiałem tego docenić - zauważyłam jak jego klatka piersiowa unosiła się z napływających emocji.
- Czy to nie śmieszne, jak bardzo niektóre wydarzenia, potrafią zmienić nasze życia? Jak bardzo mogą zrobić nam krzywdę, zadając tylko ciągły ból? Gdybyś tylko wtedy pozwolił mi, pokazać ci jak nasze życia mogły się odmienić, nie musiałabym teraz cierpieć z powodu twojej straty, a ty nie musiałbyś być tu teraz by wykonać swoją misję.
- Chcę powiedzieć ci całą prawdę - odparł - Chcę byś nie musiała cierpieć jeszcze bardziej, byś nie popełniła jakiejś głupoty przez brak mojej bliskości. Dla mnie najważniejsze jest twoje szczęście - położył swoją dłoń na moim policzku. Tak bardzo pragnęłam ją poczuć, jego bliskość, ale nie mogłam. Jak bardzo bym nie chciała, i tak nie mogłam.
- Oboje przecież dobrze wiemy, że sztuka nie jest prawdą. Sztuka to kłamstwo, które sprawia, że zaczynamy rozumieć prawdę, przynajmniej tę, która dana jest nam, byśmy ją zrozumieli. Wolę wierzyć w niekrzywdzące kłamstwo, niż w krzywdzącą prawdę.
- Czemu tak bardzo ci na tym zależy? 
- Ponieważ boję się, że stracę nad sobą kontrolę, że wszystko jak na pstryknięcie palcem po prostu runie, a nic ani nikt nie będzie w stanie pomóc mi z tego wybrnąć. Jestem jak więzień, przytrzymywany we własnym umyśle, pełnym bolesnych rzeczy. Przez wiele lat muszę się z tym zmagać, inaczej umrę bez walki. 
- Twoje słowa tak bardzo rozrywają mnie od środka - zauważyłam jak Harry uwalnia kilka łez - Proszę kochanie, obiecaj mi, że nie zrobisz krzywdy sobie ani nikomu. Walcz o lepsze jutro, aby każdy dzień powodował na twojej twarzy ten piękny uśmiech, który za każdym razem oczarowywał mnie. Nie pozwól, byś straciła to wszystko na czym ci najbardziej zależy, ponieważ życie ma się tylko jedno. Nie popełniał nieprzemyślanych głupst. Po prostu ciesz się każdą daną ci chwilą, która pozostawi za sobą wspaniałe wspomnienie. O to trzeba walczyć. Trzeba walczyć o własne szczęście.
- Na wszystko jest już kompletnie za późno, Harry. Jestem potworem, zepsutym potworem, który boi się każdego kolejnego dnia i który zawsze będzie źle nastawiony na przyszłość. Mnie o uczuciach trzeba zapewniać, utwierdzać, dowartościowywać. Bo ja tylko wątpię, nie wierzę i uciekam. Takim niepewnym potworem jestem.
- Dla mnie wciąż jesteś tą samą osobą, tylko bardziej skrytą w sobie. Wierzę, że wszystko można zmienić, jeśli się tego chce. Najgorsze co cię może spotkać to nie porażka, lecz poddanie się. Dlatego nie rób tego. Nie pozwól wmawiać sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zawsze jest jakaś droga, która okaże się tą jedyną do szczęścia. Wystarczy w to wierzyć, a ja w ciebie wierzę.
Harry przybliżył się do mnie. Przymknęłam oczy, gdy jego usta zbliżyły się do mojego czoła, składając na nim delikatny pocałunek. Otworzyłam oczy, wstrząśnięta nagłym tak bardzo zapomnianym uczuciem. Desperacko rozglądałam się po okolicy w poszukaniu szatyna, który ulotnił się, pozostawiając mnie samą. Nie mogłam uwierzyć, że poczułam to uczucie. Że poczułam Harry'ego.

Obudziłam się w środku nocy przez płacz Lily, który spowodował wyrwanie mnie z realistycznego snu. Był on kontynuacją mojego poprzedniego z kilku miesięcy tylko tym razem znacznie inny, mniej przerażający. Momentalnie chwyciłam szlafrok i pobiegłam do pokoju dziecinnego, po drodze zakładając na siebie okrycie. Mała Lily wierciła się w swoim łóżeczku, dając mi znać, że jest głodna. Każdego dnia i nocy musiałam się przyzwyczajać do potrzeb własnej córki i choć to na początku było trudne, teraz nie mam z tym najmniejszego problemu. Zaakceptowałam macierzyństwo.

Pokój Lily
Wzięłam Lily na ręce i wraz z nią usiadłam na kanapie, która stała w pomieszczeniu. Była tak bardzo śmiesznie na mnie zła, tak bardzo domagała się, że aż uśmiech sam wkradł się na moje usta. W tym czasie, kiedy karmiłam dziewczynkę, uważnie jej się przyglądałam. Nie miałam pojęcia do kogo była bardziej podobna. Czy do mnie czy do Harry'ego. Każdy z moich przyjaciół mówił inaczej. Pierwszą rzecz, którą zauważyłam u Lily były jej oczy. Piękne zielone oczy, które miała po tacie. I właśnie od tego zaczęły się moje ciągłe myśli o Harrym. Mój umysł nie przestawał myśleć o tej jednej osobie. Tak bardzo ważnej i tak bardzo trudnej do zapomnienia. Wszystko wydawało mi się takie niewyjaśnione, jakby ktoś chciał mi coś przekazać. Moje sny, stawały się moją przepowiednią. Chciały mi coś powiedzieć, jednak nie umiałam odczytywać wiadomości. Były one tak bardzo realistyczne, że potrafiłam je pamiętać i w nie wierzyć. Może jestem chora i powinnam wybrać się do specjalnego lekarza? Może po prostu to wszystko to tylko moje wymysły? Po tak długim czasie, nie potrafiłam zapomnieć wiele rzeczy. Wciąż miałam je w umyśle i trzymałam, nie wiadomo po co. Starałam się wszystko naprawiać od nowa, jednak zawsze wracałam do punktu początkującego. Moim początkującym punktem było zapomnienie Harry'ego i uciszenie wszystkich wspomnień, które razem stworzyliśmy. W życiu każdego nieszczęśliwie zakochanego człowieka przychodzi moment, w którym odchodzi od ukochanej osoby. Puszcza ją bądź samemu się oddala. To taki czas, w którym mamy siły by nie pobiec za naszą miłością, by o nią nie walczyć. Najczęściej uciszamy głos serca, który każe nam uciekać i zostajemy. Zostajemy, a zostanie jest gorsze od rozstania. Gdy już raz pomyśleliśmy o wolności to nasze ręce już zawsze będą ranić się nawzajem w uścisku, już nigdy nie będą tak bardzo do siebie pasować. Dlatego bałam się cokolwiek zrobić. Bałam się ponownie otworzyć swoje serce dla osoby, która mogłaby zmienić moje życie na całkiem lepsze. Która poświęci mi oraz Lily cały swój czas, która będzie niezmiernie nas kochała, dbała i  zawsze troszczyła. Ale czemu się tego tak bardzo bałam? Czemu ciągle myślę, że każda następna osoba, będzie taka sama jak Harry? Czemu wszystko sprowadza się do tego jednego punktu? Czemu wciąż nie umiem sobie po prostu zaufać?

Gdy udało mi się uśpić córeczkę po ponad pół godzinnym kołysaniu i chodzeniu z nią po całym pokoju, położyłam ją do łóżeczka i dobrze okryłam. Ucałowałam ją delikatnie w czółko, tak by się nie obudziła i wyszłam z pokoju, postanawiając wyjść do ogrodu za domem. Zawsze lubiłam tu przychodzić ze względu na to, że uważałam to miejsce za jedno z najbardziej magicznych i bezpiecznych. Usiadłam na chuśtawce, przyglądając się niebu na którym widniały miliony gwiazd, tak bardzo oddalone od naszej ziemi. Zawsze jak byłam dzieckiem, starałam się je wszystkie policzyć, ale każdy dobrze wiedział, że to wręcz niemożliwe. Jednak warto mieć w sobię tą małą nadzieję. Powinniśmy być jak dzieci, które potrafią cieszyć się ze wszystkiego co im dane. Ludzie powiadają, że każda gwiazda na niebie należy do jednej poszczególnej osoby. Każdej nocy, po dowiedzeniu się prawdy na temat śmierci Harry'ego, patrzyłam w górę, by móc znaleźć tą swoją jedyną gwiazdę. Świat to mały punkt na mapie przestrzeni, tam gdzie wypadkowa naszych przeżyć i marzeń i łatwiej stać w miejscu, a trudniej coś zmienić. I zdjąć łzy ze źrenic, wkleić uśmiech na twarzy. Mówili, że czas pokaże, ale jednak nie pokazuje nic. Każdy z nas będzie śnić, że naprawdę będzie lepiej. Ale kiedy będzie?

Mijały minuty, a ja wciąż nie potrafiłam oderwać wzroku od magicznego nieba. Każda gwiazda coś dla mnie znaczyła, jednak nie wiedziałam co, ponieważ były ich miliardy, a nawet i więcej. Po chwili na niebie błyskawicznie przeleciała jedna z nich. Spadająca gwiazda, dająca mi jakiś znak.

~*~

Promienie słoneczne nagle zaczęły wpadać przez okno w mojej sypialni, dając znak, że to już pora zacząć nowy dzień i podjąć się nowych wyzwać. Co mnie zaskoczyło, Lily nadal spała ze względu na to, że nie słychać było żadnego płaczu. Spokojnie przebrałam się w nowe ubrania i wyszłam z pokoju, kierując się do kuchni, jednak kiedy już się tam znalazłam, zastałam niespodziewanego gościa, a mianowicie mamę.
- Mamo? A co ty tu robisz? - spytałam, gdy ona w tym czasie krążyła po kuchni, wkładając do lodówki, produkty zakupione przez nią.
- Oh już wstałaś skarbie - przywitała mnie radośnie, całusem w policzek - Pomyślałam, że pewnie od dłuższego czasu nie robiłaś większych zakupów, więc zrobiłam je za ciebie. 
- Ależ nie trzeba było. Miałam zamiar wybrać się z Lily do sklepu jutro. 
- Vanessa dobrze wiesz, że to nie jest jeszcze dobry czas by wyjść z dzieckiem na zewnątrz. Dopiero minął tydzień odkąd wróciliście ze szpitala. 
- Mamo, nie potrzebuję twoich lekcji. Doktor powiedział, że jak minął dwa tygodnie po porodzie to można wtedy przystosować dziecko do świeżego powietrza, a Lily ma już ponad miesiąc.
- Dobrze, jak uważasz. W końcu to ty jesteś matką - mrugnęła do mnie okiem - Lily jeszcze śpi?
- Tak. Zasnęła w środku nocy po raz drugi i tak do teraz jeszcze się nie obudziła.
- Jestem taka z ciebie dumna, że sobie dajesz radę, nawet bez moich porad - uściskała mnie mocno - Tak bardzo pragnęłam by nadeszły takie dni, kiedy będę pomagać mojej własnej córce w opiece nad jej dzieckiem. Jestem taka szczęśliwa, że zostałam babcią takiego aniołka - moja mama tryskała niesamowicie pozytywną energią co powodowało uśmiech na mojej twarzy - Przygotowałam ci twoje ulubione śniadanie, które często przyrządzałam ci, jak chodziłaś jeszcze do szkoły podstawowej. Pancakes z owocami leśnymi i syropem klonowym.
- Czy ja jestem w niebie? - zaśmiałam się - Tak bardzo mi czegoś brakowało i już wiem czego. Dziękuję.
- Jak skończysz i Lily się obudzi to zrobimy obiad. Wypadało by go zrobić jak przyjdzie Chris.
- Chris? - o mało co się nie zaksztusiłam podaną herbatą.
- Poprosiłam go by przyjechał i dopilnował ci towarzystwa, ponieważ ja za niedługo będę musiała się zbierać do biura. Mam dzisiaj sprawę sądową, więc muszę przygotować wszystkie potrzebne dokumenty. 
- Trochę szkoda, że nie zostaniesz. 
- No wiem, ale obiecuję, że jeszcze nie raz zrobię ci taką niespodziankę - uśmiechnęła się do mnie.
- A jak tam tata? Dzwonił do mnie wczoraj, ale nie miałam jak odebrać telefonu przy dziecku. Próbowałam się potem do niego dodzwonić, ale nie odbierał. Chyba był na spotkaniu.
- Myślę, że tak, bo wczoraj mi coś mówił, że może mieć przez pół dnia wyłączony telefon ze względu na nadchodzące spotkania. Ojciec szuka teraz nowej współpracy z innymi firmami z Kanady by rozszerzyć firmę za ocean, żeby azjaci również mieli możliwość korzystania z niej tak samo jak europejczycy. 
- Tata ma naprawdę głowę do biznesu.
- Ojciec jest stworzony do tej pracy. Zna się na tym bardzo dobrze.
- Po współpracy z krajami europejskimi, już niczym mnie nie zaskoczy - uśmiałam się.
- Inne firmy patrzą na to jak na nas mogą zarobić, a nasza firma jest jedną z najlepiej zarabiających w całych Stanach Zjednoczonych, więc głupim by trzeba było być, by nie wejść w jakiekolwiek relację.
 - Masz rację - przyznałam. 

Po chwili dzwonek do drzwi rozbrzmiał po domu, a w tym samym czasie Lily dała znak, że już się obudziła.
- Pójdę do Lily, a ty otwórz drzwi, dobrze? - poprosiłam mamę, po czym szybko pobiegłam na górę. 
- Dzień dobry serduszko - uśmiechnęłam się do małej istotki - Jak się dziś mamy? - podniosłam ją, całując w policzek i przytuliłam do siebie. O dziwo, przestała płakać - Babcia przyjechała do ciebie, wiesz? Bardzo chce zobaczyć swoją wnusię.
- Wujek też chce zobaczyć tą małą księżniczkę - usłyszałam roześmiany głos Chrisa za swoimi plecami - Ma nawet mały prezent. 
- Widzisz jaki wujek Chris jest dobry? Aż za dobry dla ciebie - ponownie pozostawiłam soczystego buziaka, tym razem na czole córki, po czym odwróciłam się w stronę przyjaciela, który od razu znalazł się obok nas.
- Cześć wam - przywitał się z nami, dając nam obojgu po buziaku w policzek - Chyba właśnie mała księżniczka wstała, prawda? - uśmiechnął się do niej - Bo jeszcze mruży.
- Dopiero się obudziła, ponieważ zasnęła gdzieś tak w środku nocy.
- Znowu mamusię wyrwałaś z łóżka? - dziewczynka uważnie mu się przyglądała - Zobacz jakiego mam ładnego pluszowego kotka dla ciebie. Podoba ci się?
- Powiedz, dziękuję wujku za takiego ładnego kotka. Będe się z mamą bawiła, prawda? - powiedziałam na co chłopak się zaśmiał.
- Mogę ją potrzymać? - spytał na co bez wahania podałam mu niemowlę - No po prostu aniołek - mówił radośnie.
- Kochani, ja już będę lecieć. Zadzwonię do was jak sprawa sądowa się skończy - poinformowała mama, wchodząc do pomieszczenia - Papa moje słoneczko. Babcia musi iść, ale może jutro znów odwiedzi ciebie i mamusię - kobieta ucałowała dziewczynkę, po czym mnie - Trzymajcie się kochani - pożegnała się z nami wszystkimi i opuściła pokój.
- Potrzebujesz by coś zrobić? Mogę ją popilnować chwilę jeśli chcesz - odparł Chris.
- Miałam wstawić mięso na obiad, ale potem to zrobię jak już przebiorę Lily. 
- Vanessa! Masz gościa! - zawołała moja matka z salonu.
- Dziwne, nikogo się nie spodziewałam. Pójdę zobaczyć kto to. Zostań z nią - poprosiłam, po czym szybko skierowałam się do drzwi wyjściowych w których ujrzałam Jaspera.
- O mój boże, cześć! - przytuliłam go na powitanie - Myślałam, że już wyleciałeś do Miami?
- Jak mógłbym wylecieć bez pożegnania się z tobą? - podał mi torebkę z winem - Przepraszam, że cię nie uprzedziłem o wizycie, ale próbowałem się dodzwonić na twój telefon, ale widocznie masz go wyłączonego.
- Pewnie się rozładował, przepraszam.
- Przyniosłem także obiecany prezent dla Lily. Śpi może?
- Nie, nie. Jakieś dziesięć minut temu się obudziła. Wejdź proszę - nakazałam by wszedł do środka.
- Mógłbym ją zobaczyć? - spytał łagodnie.
- Jasne, chodź - poprowadziłam przyjaciela do odpowiedniego pokoju, gdzie Chris przytulał Lily do swojej klatki piersiowej - Chris? To jest Jasper, wpadliście na siebie w szpitalu, pamiętasz? 
- Em, tak oczywiście. Cześć - posłał mu nieznajome dla mnie spojrzenie.
- Miło cię widzieć - odpowiedział blondyn - I ciebie też maleńka. Jak się masz? Dajesz mamie popalić? Chyba tak, co? Zobacz co tu wujek Jasper ma dla ciebie. Obiecanego dużego misia - dziewczynka zaciekawiona, przyglądała się nowemu pluszakowi - Podoba ci się? Jak trochę podrośniesz to wujek ci kupi takie super klocki i zbudujemy razem zamek dla tego misia, dobra? - zaśmiałam się na słowa Jaspera. 
- Dasz mi ją na chwilę, Chris? - spytał mojego przyjaciela, po czym trochę z niechęcią dał mu niemowlę - Wiem, że jestem nowy dla ciebie, dlatego takiego zeza na mnie robisz - uśmiał się, patrząc na Lily. 
- Chłopaki to ja może pójdę przygotować obiad. Popilnujecie Lily przez ten czas?
- Jasne!
- Z wielką chęcią zajmiemy się tą małą księżniczką - odpowiedział Chris na co obojgu posłałam swój uśmiech. 

*Perspektywa Christophera*

Byłem totalnie wkurwiony odkąd Jasper, nowo-poznany przyjaciel Vanessy, pojawił się u niej w domu. Miałem cholerną nadzieję, że spędzę ten dzień tylko i wyłącznie z nią i Lily, ale oczywiście nie, bo ten chuj musiał tu przyjść. Miałem go dość, już od samego początku kiedy tu wszedł. Po prostu nie lubiłem gościa.
- Czyżbyś nie cieszył się z mojej wizyty? - zapytał Jasper, trzymając dziewczynkę - Nie wyglądasz na zadowolonego.
- Super, że to zauważyłeś. Przynajmniej nie muszę udawać.
- Radziłbym ci nie pokazywać naszej prawdziwej relacji, Vanessie.
- Nie mam nawet takiego zamiaru.
- To dobrze - odparł oschle.

Wciąż zastanawiałem się, dlaczego Jasper oskarżył o śmierć Harry'ego, swojego brata, zamiast mnie. Przecież równie dobrze, mógł mnie wsypać i co na dodatek do końca załatwić. Wiedziałem, że ta prawda może przekreślić wszystko na co przez tak długi czas pracowałem. Moja relacja z Vanessą momentalnie rujnęłaby w gruzach, czego za wszelką cenę nie chciałem. Z jednej strony byłem mu na serio wdzięczny, że nie stara się mnie zniszczyć i że broni mnie w tej sytuacji, ponieważ tak naprawdę to nie prosiłem go o takie poświęcenie. Byłem po prostu zaskoczony zachowaniem nieznajomego.  
- Powiedz mi, czemu mnie bronisz? - zapytałem po krótkiej ciszy.
- Nie rozumiem?
- Czemu powiedziałeś, że to Thomas zabił Stylesa, zamiast podać prawdziwego zabójce? - mówiłem szeptem by Vanessa nie usłyszała.
- W przeciwieństwie do ciebie, myślę przyszłościowo. Nie chcę by Vanessa cierpiała przez ciebie i przez to co zrobiłeś.
- Chcesz mi powiedzieć, że nie chcesz popsuć relacji pomiędzy mną, a nią? 
- Wow, tego nie powiedziałem. Nie chcę tylko by dowiedziała się o twojej zbrodni. Wolę oszczędzić jej kolejny ból. Ale cóż, za to są inne sposoby na to by waszą relację popsuć. 
- Już nie jeden próbował ją zepsuć i niestety mu się nie udało.
- Ten jeden nie przemyślał zbyt dobrze swojego celu. Ja pomyślę nad nim, naprawdę długo by go idealnie dopracować - odrzekł, opanowanym tonem co doprowadzało mnie do gorączki.
- Czemu chcesz mi to zrobić?
- Ponieważ taki człowiek jak ty, nie zasługuje na taką kobietę jak ona. Zrozum koleś, że nie jesteś jej wart. 
- A kto jest? Może powiesz mi, że Styles?
- Tylko on potrafił ją prawdziwie kochać i zapewnić jej bezpieczeństwo jakiego potrzebowała.
- Myślisz, że nie potrafię zrobić tego samego? Gwarantuję ci, że sto razy lepiej spiszę się niż on. 
- Wiesz, po twoim zjebanym charakterze, coś słabo to widzę - widocznie bawiło go nabijanie się ze mnie - Nigdy nie będziesz dla niej tak ważny, jak Harry był. Nie rozumiesz, że jej serce zawsze będzie poświęcone jemu? Lily to jego córka. Nie masz u Vanessy już żadnych szans.
- Dziecko to nie jest przeszkoda. Mogę być ojcem Lily, zaakceptować ją jak własną córkę.
- Ty ojcem? Spójrz na siebie i powiedz mi czy widzisz siebie w roli ojca. To dziecko znienawidzi cię gdy dowie się kto jest jej prawdziwym tatą. Nie radziłbym ci się bawić w takie rzeczy. Nie jeden źle na tym skończył. 
- Chcę sprawić by Vanessa znów poczuła się szczęśliwa u mojego boku. Znam ją i kocham od lat. Nie chcę dla niej źle. Czuję, że muszę zagwarantować jej bezpieczeństwo i wszystko czego w tym momencie jej brakuje.
- Jeśli ona sama się o to nie prosi, to czemu nalegasz? Najwidoczniej nic ona do ciebie nie czuje i musisz to zrozumieć. 
- Wierzę, że jest w niej choć odrobinę miłości do mnie. 
- Owszem jest, ale to przyjacielska miłość. Nie przemienisz tej miłości w żadną inną - byłem wręcz zaskoczony jego sposobem, rozmawiania ze mną. Jego ton był zbyt poważny.
- Czy ty kiedykolwiek byłeś zakochany? Wiesz w ogóle co to znaczy kochać kogoś bezgranicznie mocno? 
- Oczywiście, że byłem i oczywiście, że wiem. Kilka lat temu, miałem w swoim życiu kobietę, którą kochałem. Wszystko trwało jak bajka, ale po czasie zostawiła mnie, ponieważ jak to ujęła "nie byłem dla niej wystarczająco dobry". Ale nie rozmawiajmy o tym. Nie mam nawet ochoty mówić ci jak było. Powiedz mi lepiej jak z tobą.
- Moja miłość do Vanessy zaczęła się też jakieś dobre pare lat temu. Praktycznie spędziłem z Vanessą całe dzieciństwo. Mieszkaliśmy obok siebie, a nawet chodziliśmy do tej samej szkoły. Często zostawałem u niej na noc gdy jej rodzice musieli wyjechać w delegacje. Tak jakoś z czasem, uczucie do niej zwrastało, powiększało się. Wtedy gdy musiałem wyjechać z rodziną z Los Angeles, zrozumiałem jak bardzo kocham tą kobietę. Wiedziałem, że muszę wrócić i powiedzieć jej o tym co do niej czuję.
- Ona wie o tym?
- Tak, jednak staramy się nie rozmawiać na ten temat. Raczej to ona nie chce. Postanowiłem, że dam jej czas. Nie chcę jej stresować, przede wszystkim teraz, gdy Lily jest jeszcze mała. 
- Jak zareagowałeś na to, że ma dziecko ze Stylesem? Na pewno nie było ci za wesoło.
- Totalnie straciłem rachubę co do samego siebie. Nie umiałem opanować emocji jakie czułem, gdy mi o tym powiedziała. To był jak cios w serce, ponieważ nie chciałem by była związana z tym człowiekiem. 
- Zdawałeś sobie sprawę, że Harry kochał ją równie mocno jak ty? Zasługiwał na nią. 
- Nie zasługiwał. Nie raz widziałem jak ją traktował. Dwa razy ją zbyt mocno skrzywdził. A wiesz co mnie w tym wszystkim najbardziej bolało? Że pomimo tego co zrobił, i tak wracała do niego. 
- Jeśli do teraz nie pojełeś dlaczego to robiła to tak naprawdę nie znasz prawdziwej miłości. Człowiek, który totalnie traci głowę dla ukochanej osoby, jest gotowy zrobić dla niej praktycznie wszystko. Nawet głupia kłótnia czy rozstanie nic nie zmieni pomiędzy nimi dwojga. Ponieważ u nich liczy się miłość. Nie to, ile razy zostanie skrzywdzona czy skrzywdzony. Czasami w miłości trzeba wybaczać, nawet te najgorsze błędy.
- Ciężko mi uwierzyć, że to ty to mówisz - przyznałem.
- Próbuję ci uświadomić, że jeśli zrobisz jakikolwiek krok w stronę Vanessy, popełnisz błąd. Bo jeśli ona dowie się kiedyś prawdy o tym, kto naprawdę zabił jej miłość, znienawidzi cię jeszcze bardziej. Jednak wiesz co? Postaram się nie dopuścić cię do zrobienia czegokolwiek, ponieważ nie chcę by ponownie cierpiała i założę się, że przyjaciele Stylesa również staną po mojej stronie, więc radzę ci nawet nie próbować - podniósł się z kanapy i wyszedł z pokoju wraz z dzieckiem, pozostawiając mnie samego. A już miałem jebaną nadzieję, że nasza relacja się poprawiła.


~*~ 

- Nie wierzę, że tak szybko udało nam się skończyć butelkę wina - powiedziała Vanessa, odkładając swój kieliszek na stolik. 
- A co ty wypiłaś? Jedynie dwa kieliszki - odparłem, trzymając Lily na rękach.
- Jeśli chodzi o alkohol to nigdy nie pije dużo.
- Ej, ale przyznaj, że to wino było niesamowite - uśmiał się Jasper. 
- Ależ oczywiście. Brakowało mi takiego oryginalnego francuskiego smaku.
- To cieszę się, że ci smakowało - uśmiechnął się, wstając na nogi z fotela - Ok to na mnie już pora, zasiedziałem się i przede wszystkim zabrałem wam mnóstwo czasu. 
- Nie przesadzaj! Dziękuję, że nas odwiedziłeś przed wylotem, dziękuję za wyborne wino no i oczywiście za tego misia.
- Nie ma za co. Naprawdę miło jest porozmawiać z tak mądrą i serdeczną kobietą. Dziękuję za ugoszczenie mnie - blondyn objął moją przyjaciółkę ramionami, zamykając w uścisku - A Lily to po prostu aniołek. Mam nadzieję, że będziemy w kontakcie i że będę mógł śledzić jak rośnie ta mała kruszynka. Już wujek szykuje prezenty, wiesz? - odwrócił się w stronę dziewczynki, która spoglądała na niego - Obiecasz wujkowi, że będziesz grzeczna? Mama będzie mi regularnie wszystko spowiadać na temat mojej ulubienicy - ucałował małą w policzek, po czym oboje podaliśmy sobie dłonie - Dzięki za wszystko. Naprawdę świetnie było przyjechać do Los Angeles. Normalnie co innego niż Miami. 
- Mam nadzieję, że przylecisz jeszcze kiedyś - odpowiedziała Vanessa.
- Na razie będę miał trochę zamieszania z warsztatami, ale gdy tylko wszystko się trochę uciszy i znajdę czas, obiecuję, że od razu wsiadam do was w pierwszy samolot - uśmiechnął się - Masz mój numer, prawda?
- Tak, tak, mam. 
- No, to super. Trzymajcie się.
- Udanego lotu i zadzwoń jak wylądujesz.
- Oczywiście, zrobię to! Do zobaczenia! - Jasper wyszedł na zewnątrz, kierując się do swojego wypożyczonego samochodu.
- Nie zapomnij go oddać! - krzyknąłem.
- Dzięki za przypomnienie! - odkrzyknął, po czym usiadł za kierownicą pojazdu. Pomachał do nas już ostatni raz i wyruszył w stronę autostrady.

Razem z Vanessą, weszliśmy z powrotem do środka. Mała zasypiała na mojej klatce piersiowej, więc musieliśmy zanieść ją do łóżeczka. Dochodził wieczór, więc to była już jej pora.
- Zanieść ją? - spytałem od razu.
- Nie trzeba, ja ją wezmę - ostrożnie podałem dziewczynkę brunetce tak by się nie obudziła. Podziękowała szepcząco, po czym ruszyłam do dziecinnego pokoju. Postanowiłem pójść za nią. Stanąłem w framudze drzwi, przyglądając się jak kładzie niemowlę do kojca. Podeszłem bliżej. Upewniła się czy dziewczynka jest odpowiednio przykryta, po czym odwróciła się w stronę wyjścia, jednak nie zauważyła, że za nią stałem, więc przez przypadek, wpadła na mnie. Złapałem ją w talii, a ona w tym czasie nie zauważalnie przyłożyła dłoń do mojego torsu. Przeleciałem po niej wzrokiem na co dziewczyna lekko zachwiała się.
- Przepraszam, nie zauważyłam cię - szepnęłam nieśmiało, puszczając mnie.
- Nie chciałem cię wystraszyć, wybacz - odrzekłem - Chciałem ci tylko powiedzieć, że muszę już iść. Mam dziś nocną zmianę w pracy, więc nie chciałbym być znowu ochrzaniony przez szefa, że jestem spóźniony.
- Jasne. Dziękuję za dziś.
- Nie ma za co, dobranoc - ucałowałem ją nieoczekiwanie w czoło, po czym opuściłem pomieszczenie.

Wybiegłem ze swojego mieszkania w pośpiechu szukając po kurtce swoich kluczyków do samochodu. Miałem ponad piętnaście minut na dojechanie do pracy, a ja byłem kompletnie nie gotowy. Rzuciłem swoją walizkę biznesową na tylne siedzenia, po czym ponownie nerwowo zacząłem szukać swoich kluczyków by móc odpalić czterokołowca. 
- Śpieszysz się gdzieś? - usłyszałem głos za plecami na co momentalnie odwróciłem się za siebie, dostrzegając Thomasa, opierającego się o ścianę domu. No to mogę zapomnieć o byciu na czas w pracy.



Od autorki: Witajcie, jak się czujecie po wakacjach? Szkoda, że wszystko co dobre tak szybko się kończy, co nie? No cóż, nowy rok szkolny, nowe możliwości. Życzę wam aby był jak najbardziej dla was udany i przede wszystkim lepszy :)

Z racji tego, że rozdział nie pojawił się w poprzednim tygodniu przez lekkie zamieszanie jakie miałam, dzisiaj dodaje długi numerek 87. Mam nadzieję, że tym razem nie zawiodłam waszych oczekiwań. Postanowiłam skrócić trochę historię, dlatego najważniejsze akcje wkrótce pojawią się w nadchodzących rozdziałach.


Następny rozdział pojawi się za dwa tygodnie, 17 września.
Buziak :D x





4 komentarze:

  1. Kolejny rozdział, yay! :) Tak się cieszę, że go dodałaś :D Napisałaś go bardzo dobrze, więc nie masz się czym wg mnie przejmować c: Super, że Jasper tak broni Harry'ego i próbuje odciągnąc Chrisa od Vanessy. Tak jak napisałaś, czekam na ciekawe akcje z kolejnych rozdziałów. Życzę zdrowia - i jak to podczas pisania fanfiction - weny :** Cieplutko pozdrawiam xo

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bardzo wzruszający w pewnym momencie:') I bardzo ciekawy! Czekam na kolejny ;*/Natalia

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć, pomagam jednej dziewczynie zdobyć czytelników. Ta historia nie jest o "One Direction" ale o nowym serialu "Soy Luna". Uwielbiam czytać tą historię i moim zadaniem jest naprawdę jest uniwersalna. Nawet jak historia nie przypadnie Ci do gustu prosiłabym abyś skomentowała choć jeden rozdział i dodała się do obserwatorów :)


    BLOG LIVI : http://story-by-livia.blogspot.com

    Mam nadzieje że pomożesz 😉

    OdpowiedzUsuń