20 cze 2015

Rozdział 51


*Oczami Christophera*


Vanessy nie widziałem już miesiąc i przyznam, że czuję się z tym źle. Czuję kompletną pustkę gdy nie mogę usłyszeć jej głosu. Nasza ostatnia rozmowa nie była zbytnio udana, ale ja już po prostu nie wiem co robić. Mam poczucie winy, że pokłóciliśmy się w szpitalu do którego została przywieziona z powodu podpalenia jej domu. Byłem wtedy głupi, mogłem dać jej spokojnie odpoczywać. Wkurza mnie Harry, który cały czas jej pilnuje, uniemożliwiając mi z nią chociaż wymienić uścisk dłoni. A może to całe podpalenie to jego sprawka? Wtedy kiedy niespodziewanie odwiedził mnie w domu, przemyślałem parę spraw. Nie po to przyjechałem z Nowego Yorku, żeby znów uciekać. Nie mam zamiaru się poddawać, on mnie nie zastraszy. Pokażę Vanessie, że ich miłość jest niczym. Nigdy nie była czymś magicznym to wszystko jest po prostu sztuczne. Wyczułem, że Styles chce ją tylko wykorzystać, tylko dlaczego akurat ją? Nie pozwolę by zrobił jej krzywdę. Udaje cudownego chłopaka, a tak naprawdę to wszystko jest przykrywką. Muszę po prostu zacząć działać coś w tej sprawie, nie mogę dopuścić by moja przyjaciółka cierpiała przez niego. Powiem jej wszystko co wiem, będę szukać informacji o jego przeszłości i wtedy to jej pokażę. Przejrzy na oczy i zobaczy, że to nie jest facet dla niej. Myśli, że to on jest jej jedyną miłością, ponieważ on stara się, żeby tak myślała. Obsypuje ją drogimi prezentami by pokazać jak zależy mu na niej. Ona niestety wierzy w jego uczucia do niej. Skąd on w ogóle ma tyle pieniędzy na to wszystko? Nie ważne. Ja po prostu gdy widzę ich razem to mam ochotę mu przypierdolić, dlatego nie zostawię tak tego. Myli się, jeśli może mnie przestraszyć. Mam tego idiotę gdzieś, ważna jest ona. Chcę, żeby miała normalne życie, a nie u boku jakiegoś psychicznego debila, który jest chory umysłowo. Niestety będzie musiał zmierzyć się ze mną jeśli chce walczyć.


*Oczami Vanessy*


Gemma zawiosła nas do Londynu, ponieważ musiała jechać do pracy, więc wzięła nas przy okazji. Razem z Harrym poszliśmy do pobliskiego parku. Chcę jeszcze cieszyć się Anglią, ponieważ do wyjazdu zostało nam bardzo mało czasu. Jest zima dlatego mam ochotę z niej korzystać.
- Nie jest Ci zimno? - spytał, ściskając mocniej moją dłoń.
- Jeszcze nie, a tobie?
- Przyznam, że mogłem wziąć rękawiczki.
- Przykro mi kochanie, ale Anglia to nie jest Los Angeles gdzie możesz chodzić w krótkiej koszulce i spodenkach. Tutaj niestety trzeba się ubrać.
- Dlatego mogłem się Ciebie posłuchać przed wyjściem.
- Na szczęście twoja przyszła żona wzięła rękawiczki oraz czapkę byś nie zmarznął. - uśmiechnęłam się, podając mu je.
- Kochana jesteś. - założył okrycie na dłonie i pocałował mnie w czoło.
- Przeczuwałam, że będzie z tobą taka sytuacja. - zaśmiałam się, na co szturchnął mnie w ramię.
Przeszliśmy przez bramę, która dzieliła park z ulicą. Harry puścił moją rękę, obserwując panujący zimowy obraz. Przyglądałam się dzieciom, które rzucały w siebie śnieżkami, mając przy tym duży obaw. Byłam zachwycona tym wszystkim co w tym momencie mnie otaczało. Wszystko przykryte czystą bielą, dodawało tylko uroku temu miejscu. Delikatne płatki śniegu zaczęły powolutku opadać na ziemię. Nagle oberwałam śniegiem w szyję, przez co wzdrygnęłam się z zimna. Odwróciłam się, napotykając głupkowaty śmiech Harry'ego, który w dłoniach lepił kolejną kulkę.
- Zwariowałeś? Zimne...
- Chcesz się ze mną pobawić, skarbie? - uśmiał się i ponownie rzucił we mnie, ale tym razem w rękę.
- Z przyjemnością Styles. - posłałam mu głupkowaty uśmiech i kucnęłam by zebrać do rąk zimny śnieg. Ulepiłam małą kulkę i za nim on zdążył zrobić swoją, oddałam strzał prosto w jego policzek. Zaśmiał się, wycierając biały puch z twarzy.
- Tak chcesz się bawić? - wycelował we mnie, ale tym razem zasłoniłam swoją twarz rękami. - Ty spryciuchu. - podszedł do mnie i podniósł, łącząc wcześniej nasze usta w szybkim pocałunku.
- Co chcesz zrobić? - nie doczekałam się od niego odpowiedzi, ponieważ od razu poleciałam w zaspę śniegu. - Zabiję Cię, Styles!
- Nie boję się. - Ugh! Byłam cała mokra! Po prostu go uduszę, jeszcze się ze mnie śmieje! Podeszłam do niego, podnosząc głowę by móc spojrzeć mu w oczy. Górował nade mną wzrostem, ale w tym momencie mi to nie przeszkadzało.
- Zapłacisz mi za to. - nie przemyślałam tego, ponieważ gdy go popchnęłam z myślą, że spadnie w zaspę tak jak ja, on momentalnie mnie złapał, więc oboje upadliśmy w tym samym kierunku. Matko boska co za wariat! Wylądowałam prosto na nim.
- I co teraz kochanie? Nie jesteś taka przebiegła jak Ci się wydaje. - odezwał się, strzepując z nas obojgu biały puch. - Teraz jesteśmy oboje mokrzy, zadowolona?
- Zdecydowanie nie.
- A teraz? - złapał mnie w biodrach i położył plecami na śniegu.
- Harry, zimno!
- Co z tego? Mnie jak powaliłaś to nie było zimno.
- Jesteś idiotą, wiesz? Złaś ze mnie, bo zamarzam!
- Przyznaj, że jestem od Ciebie lepszy, jeśli chodzi o takie zabawy.
- Nie.
- Przyznaj.
- Wal się.
- Nie.
- Tak.
- Nie.
- Chcesz, żebym się zapadła pod śnieg przez twój ciężar?
- Byłoby śmiesznie.
- Złaś ze mnie!
- Jak dasz całusa. - wskazał palcem na swoje wargi.
- Nie.
- Coś za coś, mała.
- Ugh! Czy ty zawsze musisz wszystko komplikować?
- Co takiego?
- Przymknij się już. - z wielkim zapałem, musnęłam wargi chłopaka. Jego język zażądał pozwolenia na wejście, a ja mu uległam. Przygryzłam wargę, łagodnie wciągając powietrze, gdy delektowałam się ciepłem, które rozprzestrzeniało się po moim żołądku na jego słodkie pocałunki. Ucałował delikatnie potem mój policzek i podniósł się ze mnie, poprawiając czapkę.
- Harry, zimno mi... - jęknęłam.
- Bardzo?
- Praktycznie jestem mokra.
- Mokra? Na mój widok?
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło idioto! 
- Szkoda. Pójdę kupić nam gorącą czekoladę, dobrze? - pomógł mi wstać, po czym zamknął mnie w ramionach. - Usiądź, ja zaraz przyjdę. - kiwnęłam głową, na co cmoknął moje usta. Usiadłam na drewnianej ławce, kiedy tylko pozostawił mnie samą. Wszędzie mi było zimno, nawet w skarpetkach miałam śnieg. 
Sięgnęłam do kieszeni kurtki gdy tylko usłyszałam swój charakterystyczny dzwonek telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz na którym widniał mi nieznany numer. 
- Słucham?
- Vanessa?
- Kto mówi?
- Emm... To ja... Chris. 
- Skąd masz mój numer?
- Miranda mi go podała, bo prawdopodobnie zmieniłaś. 
- Dlaczego dzwonisz?
- Chciałem usłyszeć twój głos.
- I co w związku z tym?
- Chcę Cię przeprosić za naszą ostatnią rozmowę wtedy w szpitalu. Głupio się z tym czuję, co Ci wtedy powiedziałem.
- Nie mam ochoty teraz z tobą rozmawiać.
- Proszę, wysłuchaj mnie.
- Jeśli masz zamiar mnie przekonywać to... - przerwał mi.
- Nie po to dzwonię. Wiem, że jestem osobą, która już dawno straciła u Ciebie zaufanie, dlatego chciałbym to odbudować. Wiesz dobrze co do Ciebie czuję i z tego powodu nie chcę Cię stracić. Po prostu jako twój przyjaciel martwię się. Nic nie wiem co się u Ciebie dzieje, wszystkiego dowiaduję się od Mirandy. To mnie boli, że starasz się mnie unikać.
- Mam swoje życie.
- Do którego ja też należę, zapamiętaj.
- Skąd u Ciebie taka pewność?
- To, że ty chcesz mnie wykurzyć ze swojego życia, nie znaczy, że to samo muszę zrobić ja. 
- Dlaczego nie zostawisz mnie w spokoju?
- Bo Cię kocham nie rozumiesz!? Boisz się moich uczuć, dlatego mnie unikasz!
- Staram się układać życie z facetem, którego kocham! To ty powinieneś zrozumieć, że jesteś tylko moim przyjacielem, nikim więcej!
- Nie wiem jak Ci to uświadomić, że żyjesz z kimś kto chce Cię tylko wykorzystać!
- Mam dość twoich oskarżeń wobec niego! Co Ci zrobiłam, że chcesz mi zniszczyć życie!? Po pierwsze nie mam ochoty z tobą o tym rozmawiać!
- Proszę, nie rozłączaj się! Nie będę mówił już o tym co myślę na temat twojego chłopaka, zresztą jak na razie nie po to dzwonię. Gdzie tak w ogóle jesteś? Twój dom się spalił, więc gdzie teraz mieszkacie? Może bym Cię odwiedził i pogadalibyśmy na spokojnie?
- Aktualnie nie ma mnie w Los Angeles... Znaczy w kraju. - odpowiedziałam szybko, gdy zorientowałam się, że Harry zmierza w moim kierunku.
- Że co!? Gdzie ty do cholery jesteś!? Vanessa, gdzie on Cię kurwa wywiózł!? 
- Muszę kończyć. - napotkałam się ze spojrzeniem mojego chłopaka, któremu brakowało tylko kilka kroków by być praktycznie przy mnie.
- Odpowiedz! Gdzie ty jesteś! - nacisnęłam słuchawkę, rozłączając się. Styles położył dwa kubki z gorącą czekoladą na ławkę, po czym spojrzał w moją stronę.
- Z kim rozmawiałaś?
- Emm... Z nikim ważnym, wracamy?
- Dlaczego starasz się zbyć ten temat? Kto dzwonił?
- To tylko mój brat. Wracamy, bo zimno mi?
- Ech... jasne, trzymaj. - podał mi kubek, a kamień spadł mi z serca, że już więcej o nic nie dopytywał.
Szatyn złapał mnie za rękę, wyprowadzając z parku. Nadal było mi zimno, ale gorąca czekolada w jakimś stopniu mnie ogrzewała.
- Chyba będzie padać. - oznajmił, patrząc na mnie.
Miał rację, ponieważ po kilku minutach zaczęło naprawdę mocno padać. 
- Musimy dostać się na pociąg. Możesz biec?
- Tak, ale od razu mówię, że nie mam takich długich nóg jak ty.
- Dasz radę, mała. - pozostawił małego całusa na moich ustach, po czym splótł nasze dłonie i zaczęliśmy biec razem w kierunku stacji kolejowej. 


*Oczami Harry'ego*
 
Ona coś przede mną ukrywa, wiem to. Trochę w to nie wierzę, żeby dzwonił do niej jej brat. Zbyt dobrze to ona kłamać nie umie. Umiałem to po niej poznać. Przez całą godzinną podróż koleją, patrzyła się na przelatujący obraz za oknem, zdecydowanie mnie ignorując. Nie wiem o co chodzi, ale muszę to sprawdzić. Jeszcze wcześniej śmiała się i tryskała energią, a teraz tak nagle coś ją trapi. Dowiem się z kim rozmawiała, jak nie od niej to sam.
Spacerkiem dotarliśmy do domu. Przez całą drogę też wydawała się jakaś kompletnie dziwna. Weszliśmy do mieszkania i od razu pozbyliśmy się mokrych kurtek. 
- Pójdę na górę się przebrać. - oznajmiła, posyłając mi nieśmiały uśmiech.
- Jasne, ja za chwilę przyjdę. - kiwnęła głową i poszła na górę.
Zrezygnowany przeczesałem włosy do tyłu, opierając się o blat. Podeszłem do lodówki, wyciągając zimną wodę. Nalałem do szklanki, po czym szybkim, jednym łykiem wypiłem jej zawartość. 
Ruszyłem na górę do mojej pięknej. Otworzyłem drzwi by móc wejść do sypialni. Brunetka leżała na łóżku z przymkniętymi oczami. Muszę się dowiedzieć, dlaczego tak się zachowuje.
- Kochanie? - odezwałem się, siadając na łóżku obok niej.
- Mhm? 
- Co się dzieje?
- Nic, co ma się dziać?
- Dziwnie się zachowujesz.
- Jestem po prostu zmęczona.
- Nie widzę po tobie zmęczenia.
- Wykończyłeś mnie w parku, przez Ciebie byłam cała mokra.
- Nie wierzę w to. Co się dzieje, powiesz mi?
- To proszę uwierz i daj mi odpocząć. 
- Dobrze, już nie dopytuję. Odpocznij. - położyła głowę na moich kolanach i podkuliła nogi do piersi. Głaskałem ją po włosach, by się odprężyła. Dziewczyna ponownie zamknęła oczy. 

Po jakimś czasie udało jej się zasnąć. Wykorzystałem moment i sięgnąłem po jej telefon, który leżał na szafce. Po cichu wyszłem z pokoju, kierując się z powrotem do kuchni. Muszę sprawdzić kto do niej dzwonił. Nacisnąłem ostatnie połączenia przychodzące. Jako ostatni dzwonił jakiś nieznany numer, którego zdecydowanie nie miała w swoich kontaktach. Od razu nacisnąłem zieloną słuchawkę by zadzwonić. 
- Vanessa? Dlaczego do cholery wcześniej się rozłączyłaś!?
- Kto mówi? - udałem trochę babski głos.
- No to ja, Chris. Odpowiesz na moje wcześniejsze pytanie, które Ci zadałem? Może Ci je przypomnieć? - w tym momencie po prostu miałem ochotę rozpierdolić ten telefon o ścianę. Automatycznie się rozłączyłem, próbując opanować swoje nagłe emocje. Co on kurwa od niej chce!? 
Wziąłem szklankę do ręki i rzuciłem nią o szafki kuchenne. Byłem mocno zdenerwowany. Widocznie nie dotarły do niego moje słowa. Gdybym tam był, już dawno leżał by w trumnie. Czego on chce od mojej kobiety? Boli go, że ona jest moja? Dobrze wiem, że chce mnie z nią rozdzielić. Zapierdolę go przy najbliższej okazji. Widocznie sukinsyn się kurwa nie może z tym pogodzić, że to ja się nią opiekuję. Jeszcze większy szlak go trafi gdy zobaczy, że się jej oświadczyłem. Już sobie wyobrażam tą reakcje. 
- Harry!? Co tu się stało? - Anne wtargnęła do kuchni, zszokowana tym co zobaczyła. - Dlaczego tu jest pełno szkła?
- Przepraszam mamo, jestem czymś mocno wkurzony.
- Chcesz, żeby ktoś się tu pokaleczył? Wyładowuj swoje emocje gdzie indziej, nie w moim domu! Zaraz to posprzątam, tylko nie rób tak więcej!
- Nie, zostaw to. Ja to posprzątam, ty idź do siebie.
- Ale...
- Powiedziałem idź do siebie. - warknąłem na co Anne wzdrygnęła się na mój ton głosu. Tak jak powiedziałem tak zrobiła i to nawet szybciej niż myślałem. 
Wykręciłem numer do Louisa. Muszą mi pomóc. Znajdą tego całego Chrisa i przemówią mu do tej jego pierdolonej główki. Nie zrobią mu jak na razie krzywdy, sam się tym zajmę. Jak tylko przylecę do Los Angeles to sam się z nim rozprawię. 
- Styles? No jak dobrze Cię kurwa słyszeć!
- No siema. Musicie mi pomóc.
- Ohoho, już się boję.
- Pamiętacie Christophera o którym wam kiedyś mówiłem?
- To ten przyjaciel twojej panny?
- No tak. Znajdziecie go i przemówicie mu trochę.
- Przemówimy? Co?
- Żeby odpierdolił się od Vanessy. Właśnie odkryłem, że dzisiaj do niej dzwonił.
- No dobra, ale jak mamy go znaleźć?
- Liam wie co robić. Przekaż to reszcie i zróbcie to jeszcze dziś. Tylko powiedz Zayn'owi, żeby się opanował. Nie chcę, żebyście zrobili mu krzywdę, sam się tym zajmę.
- Załatwione Styles.
- Jak to załatwicie to zadzwoń do mnie.
- Nie ma problemu, do zobaczenia.
- No siema. 
Położyłem telefon na blat i zabrałem się za sprzątanie szklanki, którą zdąrzyłem wcześniej rozbić. Trochę za bardzo mnie poniosło, ale nic na to nie poradzę. Zastanawiam się jeszcze tylko, co mnie tak powstrzymuje od zabicia Chrisa? Powinienem to kurwa dawno zrobić to teraz nie miałbym żadnych problemów. Kucnąłem, zamiatając szklane kawałeczki leżące na podłodze.
- Harry? - japierdole tylko nie ona. Kurwa, musiała tu przyjść!? - Co tu się stało?
- Dlaczego wstałaś?
- Twoja matka powiedziała mi, że coś jest z tobą nie tak. Co się dzieje? - podeszła do mnie niepewnie. Musiała jej mówić?
- Nie podchodź tu! - momentalnie się zatrzymała. Była na boso, więc nie mogłem pozwolić by się zbliżała. - Skaleczysz się. 
- Nie obchodzi mnie to. Powiedz mi co się dzieje. - zignorowała mój zakaz, kucając przy mojej osobie. Nie odpowiedziałem tylko kontynuowałem swoją czynność. - Spójrz na mnie. - złapała mój podbródek.
- Powinnaś odpoczywać, podobno byłaś zmęczona.
- Chcę się dowiedzieć dlaczego tak się zachowujesz i czemu na podłodze rozbite jest tyle szkła? - kolejny raz ją zignorowałem. Przecież nie powiem jej, że sprawdzałem jej telefon. - Mów do mnie, Harry! - Cały czas starałem się posprzątać bałagan, który zrobiłem, ale ona nadal starała się mi przeszkodzić, doszukując prawdy w moim zachowaniu. Dobrze wie, że ciągłe gadanie do mnie, do niczego mnie nie zmusi. Razem ze mną zabrała się za sprzątanie. Czy ona kurwa musi wszystko teraz utrudniać?
- Powiedziałem zostaw to! - warknąłem, łapiąc ją za nadgarstek. - Nie rozumiesz co się do Ciebie mówi!?
- Puść mnie... To boli.
- Nie dotykaj tego! Skaleczysz się, więc zostaw! Sam umiem to posprzątać!
- Chcę Ci tylko pomóc...
- Nie potrzebuję pomocy, wracaj do pokoju!
- Co się z tobą dzieje, Harry!? Dlaczego mnie odtrącasz!? - po co ona mnie do chuja jeszcze bardziej wkurwia? Momentalnie podniosłem się, łapiąc brunetkę z powrotem za nadgarstek i podnosząc do góry.
- Nie zrozumiałaś co do Ciebie wcześniej powiedziałem!? 
- Nie. - burknęła, sprzeciwiając mi się.
Nie wytrzymałem. Podniosłem ją i usadowiłem na blacie. Spojrzała na mnie zaskoczonym wzrokiem, a ja rozsunąłem jej nogi, stając pomiędzy nimi. Pociągnąłem ją bliżej, gdy próbowała się odsunąć. Przecież dobrze wie, że nie ma ze mną szans. Nachalnie wpiłem się w jej wargi. Nie chciała odwzajemnić mojego pocałunku, więc ścisnąłem jej udo. Wziąłem jej rękę i wplotłem w moje włosy. Uwielbiałem jak ciągnie je za końcówki, to mnie jeszcze bardziej podniecało. Brunetka zaczęła się wiercić, kiedy próbowałem wtargnąć do niej językiem. Musiałem odreagować od tego wszystkiego. Błyskawicznie się od niej oderwałem kiedy mocno przegryzła moją wargę z której za chwilę zaczęła ciec krew. Za nim co kolwiek powiedziałem, ona uderzyła mnie prosto w policzek. O co jej kurwa chodzi?
- Nie rób tego więcej! - odepchnęła mnie, schodząc z blatu. Omijając szklane kawałeczki, pobiegła po schodach na górę. Japierdole Styles, ty chuju. Znowu starasz się wszystko spieprzyć? Nie mogę tak się zachowywać, przez to mogę ją stracić. Nie wytrzymałbym tego. Nie umiem teraz opanować złości, jaka przelatuje przez moje ciało. Nie mógłbym znieść widoku jej i Chrisa razem. Mam ochotę się upić, ale nie wiem gdzie matka trzyma alkohol. Jasny gwint! Dlaczego do kurwy wszystko tak się jebie!

*Oczami Louis'a*

Czasami nie rozumiem toku myślenia Stylesa. Znam go od dawna i wiem jak rozładowuje swoje emocje. Mogę się założyć, że po tym co się dzisiaj dowiedział, napewno coś zniszczył. Na jego miejscu postąpiłbym to samo, jakby jakiś fagas podpierdalał do mojej laski. Dlatego w pełni go rozumiem. On czasami traci równowagę nad tym co robi. Pamiętam jak zabił tego całego znajomego Vanessy z pracy, podejże miał na imię Enrique. Pomogłem mu, go tylko przewieźć. Dalej nie wiem co zrobił z jego ciałem, ale mniejsza z tym. Dla niego zabijanie to typowe ucieknięcie od problemów. Nie potrafi mieć sumienia dla kogoś, kto bezgranicznie stara się stanąć mu na drodze. Jeśli chodzi o Vanessę, zrobi wszystko by była przy nim. On jest kurwa totalnym zazdrośnikiem, który ma chorą obsesję na jej punkcie. W moim przypadku jest to zupełnie inne. Kocham i chronię Eleanor, ale jestem w stanie przeżyć bez niej kilka dni, on już nie. Każdy z nas kto ma dziewczyny, postępuje z nimi w miarę tak samo, chodź Hazz przesadza najbardziej. Eleanor i Danielle mają trochę przestrzeni od nas, Vanessa już niestety nie. Jest zdana na Harry'ego, który rzuciłby wszystko by być przy niej. Czasami po prostu mam ochotę przyjebać mu w łeb, ponieważ on już naprawdę kompletnie przesadza w stosunku do niej. 
Liam znalazł adres w którym pracuje ten cały Chris. Cieszę się, że razem z chłopakami trochę się zabawimy, ponieważ odkąd Hazz wyjechał do Londynu, nie byliśmy na żadnej akcji. Koleś musiał sobie nieźle narobić u Stylesa, że kazał nam załatwić za niego część planu. To dla nas tylko przyjemność. 
- Zayn, nie będzie nam potrzebny MAG-08. Styles powiedział, żadnej broni. - odezwał się Liam, kiedy szliśmy wszyscy w stronę budynku w którym aktualnie przebywał nasz cel.
- Każdy z was przecież wie, że ja z pistoletem się nie rozstaje. 
- Mógłbyś raz to zrobić.
- Spierdalaj. - odpyskował.
- Przymknijcie się. Wiecie jaki jest plan? - spytałem, spoglądając na całą trójkę.
- Podejść, przyjebać i spadać. 
- Zayn debilu. Ty to wszystko załatwiałbyś na pięści.
- Bo tak jest łatwiej.
- Weźcie do cholery bądźcie raz poważni. - przemówił Niall, opierając się o maskę samochodu.
- Długo tak tu będziemy stać? - Zayn jest zdecydowanie niecierpliwym człowiekiem.
- Jajko zniesiesz? - prychnąłem.
- Powinieneś bzyknąć dzisiaj Eleanor, jeśli tak Ci do żartów dzisiaj.
- Zdecydowanie wam obojgu dzisiaj do żartów. - przemówił Liam, stając koło Horana i szturchając go w ramię. 
- Czuję się czasami jakbym był otoczony grupą wyzywających się dzieciaków. - odrzył Nialler.
- Źle Ci? - spytał Zayn, unosząc brew.
- Powinieneś znaleźć sobie jakąś laskę. Dobrze Ci to zrobi. - odrzekłem. 
- Nie dzięki, na razie nie szukam. - odpowiedział, a ja zaśmiałem się, przybijając z Malikiem piątkę.  
- Widzisz Horan. Najpierw się kłócą, a teraz przybijają sobie dłonie.
- Ważniak przemówił. 
- Czasami mam dość waszych niewyparzonych języków.
- Ja też, zdecydowanie. - odparł blondyn
- Jeszcze jak dojdzie Styles to już w ogóle pozostanie znowu nas tylko dwójka normalnych ludzi w tym gangu.
- Przestańcie już pierdolić. Ile tu kurwa jeszcze będziemy czekać? - spytał Zayn, wyciągając papierosa i podpalając go.
- Co ty dzisiaj taki w gorącej wodzie kąpany? - odezwał się Horan.
- Miałem po prostu inne plany na wieczór. 
- Znając Ciebie to pójście do klubu i zabawić się z jakąś nowo poznaną laską. 
- Wiesz co? Powinienem Cię razem zabrać.
- Nie chcę się do Ciebie upodabniać. 
- Trochę powinieneś, bo żadna laska nie będzie Cię chcieć. 
- I kto to mówi, przecież ty nadal jesteś sam.
- A po co mi dziewczyna? 
- Ta, ta. 
- Malik, daj zapalić. - oznajmiłem, a przyjaciel wyciągnął papierosa i za chwilę mi podał. Podpaliłem go swoją zapalniczką i włożyłem między zęby. 
- Tak w ogóle to co mamy zrobić z tym kolesiem? - podpytywał mulat.
- Mamy mu trochę przemówić, a Styles załatwi resztę.
- Zaczyna mi się tu nudzić. - odparł Liam.
- Wreszcie coś sensownego powiedziałeś. - uśmiałem się.
- Dokładnie. - poparł mnie Zayn, kończąc swojego papierosa.
- O wilku umowa, patrzcie kto idzie. - oznajmił Horan, wskazując palcem na Christophera, który wyszedł z budynku.
Rzuciłem papierosa na ziemię, za chwilę go depcząc. Wymieniłem z Malikiem spojrzenia i wszyscy ruszyliśmy przed siebie. Nasz cel zaczął kierować się w stronę parkingu. Szukał po kieszeniach spodni zapewne kluczyków do pojazdu. Kiedy je wyciągnął, my zdąrzyliśmy być już przy nim. Stanąłem przed nim, wytrącając mu z ręki kluczyki, które za chwilę poleciały na ziemię. 
- Coś Ci upadło. - odezwałem się, na co facet zgromił mnie wzrokiem. Próbował je podnieść, ale zatrzymałem go. 
- My się tak w ogóle znamy? - zapytał. 
- Nie, ale zaraz się poznamy, cierpliwości. - odpowiedział Malik, stając obok mnie. Liam i Niall stali za nim, uniemożliwiając mu jakąkolwiek ucieczkę.
- Czego ode mnie chcecie!? - zepchnął moją rękę, która była zaciśnięta na jego koszuli. Gdyby Vanessa się w nim zakochała, przyznałbym, że ma coś nie tak z głową. Kompletny idiota.
- Próbujemy wykonać zadanie. - odrzekł Horan, popychając go bliżej mnie, gdy cofał się do tyłu.
- Nie rozumiem.
- Słyszeliśmy o twoim telefonie do pewnej dziewczyny.
- Kto was przysłał!? Styles, ten skurwysyn!?
- Jak go nazwałeś!? - Malik szarpnął go mocno. - Odszczekaj to albo Cię to tego zmuszę!
- Spokojnie Zayn. - odepchnąłem go, wcześniej klepiąc po plecach by się uspokoił. 
- Strzał w dziesiątke koleś, ale coś Ci powiem. Masz wielkie szczęście. Kazał nam nie robić Ci krzywdy, więc obejdzie się bez ciosów jeśli zaczniesz z nami współpracować.
- Po co kazał wam tu przyjść? Po co was tu nasłał!?
- Dowiedział się o tym, że dzwoniłeś do Vanessy. Uwierz mi, nie był z tego powodu zadowolony. - odpowiedział za mnie Malik.
- Dokładnie. Z racji tego, że nie mógł sam przemówić Ci do rozsądku, zrobimy to my.
- O co wam chodzi? 
- Radziłbym Ci się nie zbliżać do Vanessy, jeśli nie chcesz w tak młodym wieku stracić życia.
- Myślicie, że wasze albo jego groźby mnie przestraszą?
- Słuchaj, nie obchodzi nas to czy Cię przestraszą czy nie. Uświadamiamy Ci tylko co może się stać przez twój jeden głupi ruch wobec tej dziewczyny. On nie cofnie się przed niczym. - odrzekł mulat.
- Mam w dupie tego całego Stylesa i jego psychiczne zachowanie! Vanessa jest moją przyjaciółką i przekażcie mu, że będę o nią walczył i o każde możliwe spotkanie!
- Posłuchaj mnie skurwielu, bo dwa razy nie będę powtarzał. My tylko Cię ostrzegamy. Możesz mieć poważne konsekwencje jeśli chodzi o nią. Ocierasz się o śmierć przez własną głupotę. - przemówiłem.
- Jak powiedziałem, mam gdzieś was i wasze ostrzeżenia! Przede wszystkim wy nie powiniście się w to mieszać. Spadajcie tam gdzie przyszliście i zostawcie mnie w spokoju!
- Przypomnisz sobie jeszcze nasze słowa, że jednak warto było się posłuchać. - zaśmiał się Malik, po czym wymierzył mu cios w brzuch przez co skulił się, upadając na kolana.
- Zayn, pojebało Cię? Mieliśmy nie robić mu krzywdy! 
- Działał mi na nerwy tym swoim gadaniem.
- Chyba każdy z nas dobrze wiedział, że Malik by nie wytrzymał bez zadania jakiekolwiek ciosu. - powiedział Liam, śmiejąc się z tego.
- Dokładnie. - dodał Niall, przybijając z nim piątkę, a Zayn zareagował jedynie środkowym palcem, którego wystawił w ich stronę. 
- Och chłopaki... Dlaczego bijecie tego biednego człowieka? - przemówił głos, który zdecydowanie nie należał do któregoś z nas. Odwróciłem się w kierunku z którego dobiegał. Postać wyłoniła się z ciemności na światło, zdejmując kaptur i ukazując twarz. Lekko zesztywniałem. Thomas we własnej osobie.



~*~

 Hej, hej miśki! ;D Jak myślicie co się stanie dalej? 
Wszystko pozostawiam wam :* 


7 komentarzy:

  1. Po prostu brak słów *.* <3 Czekam na next;* /Natalia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chcę już kolejny rozdział! Aż mnie ciarki przeszły na słowa: Thomas we własnej osobie... Zastanawiam się, czy Chris będzie z nim współpracował. To by pasowało... Ugh, ale jestem ciekawa! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Po prostu kocham!!! Ostatnia scena Harrego i Vanessy, najlepsza albo i nawet lepiej, boska <3 czekam na kolejny rozdział i życzę weny w pisaniu ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. O boże *-* Thomas ?! Co ona tam do kurwy robi ?! Nie moge ... Ale sie jaram nową częścią ! *-* Jest wspaniała ! Kocham , kocham i kocham ! ❤❤❤😊😊 Życzę weny i czasu + czekam na next ! ❤❤👏👌

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj oj jak on sie dowie od chrisa że vanessa żyje będzie źle i to bardzo

    OdpowiedzUsuń