27 cze 2015

Rozdział 52


Przysięgam, że mnie zatkało. Chyba każdego z nas. Skąd on tu się w ogóle wziął? Jak nas znalazł i czego tu szuka? Tyle pytań w głowie, szlak! Czy zawsze coś musi przeszkodzić? Styles będzie wkurwiony gdy się dowie. Thomas nie może dowiedzieć się, że Vanessa żyje! Chris kurwa błagam nie odzywaj się. Dlaczego ja panikuje?
- Nic się nie zmieniliście... Dalej tacy sami. - odezwał się Thomas, próbując zrobić kilka kroków w naszą stronę.
- Nie podchodź! - Zayn wyciągnął pistolet, kierując prosto w jego stronę. Teraz byłem mu wdzięczny, że go wziął.
- Spokojnie Malik, nie mam zamiaru wszczynać z wami wojny.
- Czego tu szukasz? - stanąłem naprzeciwko niego.
- Odkąd Vanessa zginęła, nie mogę sobie znaleźć zajęcia.
- Ale przecież ona... - zatkałem Chrisowi usta swoją dłonią, gdy próbował dokończyć zdanie.
- Tak się tylko zastanawiam, dlaczego torturujecie tego chłopaka? Co wam zrobił? - pokręcił głową, spoglądając na naszą piątkę.
- Uciekaj. - powiedziałem do Chrisa, który widocznie był zszokowany i nie wiedział co zrobić.
- A...ale...
- Powiedziałem uciekaj! - gdy tylko podniosłem głos, wykonał moją prośbę i pobiegł w stronę swojego samochodu. Chris nie może się wygadać. To, że ona żyje musi być tajemnicą.
- Najpierw wymierzacie mu ciosy, a teraz puszczacie wolno? Nie rozumiem was.
- Wiesz co? Spierdalaj tam skąd przyszedłeś.
- To rozkaz?
- Na to wygląda.
- Od kiedy ty Tomlinson taki odważny? 
- Odkąd zabiłeś ukochaną, mojego przyjaciela.
- A no właśnie. Jak się trzyma? Może powinienem mu złożyć małą wizytę?
- Nie wiesz co Cię czeka. - powiedział Niall, który stał za moimi plecami.
- Niby co? Mam się bać? On już dawno jest skończony.
- Zdziwiłbyś się. - odpowiedział Payne.
- Napewno? Nie byłbym tego taki pewny, ale wiecie co? Dajcie mi znać jak Styles się zastrzeli. Odwiedzę go na cmentarzu, jeśli w ogóle postanowicie go tam dać.
- Mam Cię kurwa dość. Wypierdalaj! - krzyknął Malik, próbując wymierzyć cios w jego twarz.
- Zmuś mnie, cwaniaku.
- Zayn nie! - zatrzymałem jego nagłe zamiary. Nie będziemy się z nikim bić, musimy go zlekceważyć.
- Jesteście słabi, jak Styles.
- Jeszcze jedno słowo, a Ci przypierdolę. - fuknął mulat.
- Lepiej ze mną nie zadzieraj. Chyba raczej nie chcesz mieć takich samych problemów jak twój przyjaciel, prawda?
- Jest nas piątka, a ty jesteś sam.
- Raczej dwójka. Nie poznałeś jeszcze moje przyjaciela oraz wspólnika Ryan'a.
- Niech zgadnę? Potrzebowałes kogoś, kto będzie wykonywał twoje rozkazy?
- Przynajmiej mam z niego dobry pożytek.
- Chętnie bym go poznał. - odezwał się Liam.
- W najbliższym czasie, będziesz miał okazję. - zaśmiał się, robiąc kilka kroków w tył.
- Jesteś jebaną, niepotrzebnie żyjącą kurwą. Powinieneś już dawno gnić w trumnie! - krzyknął mulat.
- Och, Zayn... Wiesz dobrze, że i tak ze mną nie wygracie. Pokonałem was, gdy spaliłem ślicznotkę Stylesa. Chciałem tak bardzo zobaczyć jego reakcję, gdy zobaczył jej spalone ciało. - był naprawdę zadowolony z tej sytuacji. - Niestety na mnie już pora, miło było. Jeszcze się spotkamy panowie.
- Już uciekasz? Tchórzysz po raz kolejny?
- Muszę wam przypomnieć, że moim celem jest najpierw uśmiercenie Stylesa. Później może was. Do zobaczenia. - nadciągnął kaptur na głowę i odszedł, pozostawiając nas samych.
Nie rozumiem tego wszystkiego. Po co tu tak naprawdę przyszedł? Sprawdzić nas? Wyciągnąć od nas coś na temat Harry'ego? Tylko jedno mnie zastanawia. Dlaczego nie dopytywał o Christophera?
 
*Oczami Harry'ego*


Chodziłem w kółko po salonie, ściskając w dłoni swój telefon. Louis miał zadzwonić, a jeszcze tego nie zrobił. Byłem zły i na niego i na siebie. Od wczorajszej sytuacji z Vanessą, nie odzywaliśmy się do siebie. Dzisiaj rano gdzieś pojechała, a ja nawet nie wiem gdzie. Gdy matka mi powiedziała, wkurwiłem się, że mi nie powiedziała. Prawdopodobnie pojechała z Gemmą, ale to nie zmienia postaci rzeczy. Jeśli chce gdzieś wyjść, ma mnie o tym informować. Wymknęła się kiedy jeszcze spałem. Przespałem się dzisiejszej nocy na kanapie, więc miała okazję. Po prostu tracę już równowagę nad tym co robię. Chcę mieć wszystko pod kontrolą, a wychodzi na odwrót. Nie chcę się z nią kłócić, próbuję tego uniknąć. Jeszcze ta sprawa z Chrisem mnie wczoraj kompletnie dobiła. Dlatego tak bardzo zależy mi na telefonie od Tomlinsona. Muszę wiedzieć jak im poszło.
Po jeszcze godzinnym czekaniu, wreszcie moja komórka zadzwoniła. Odetchnąłem z ulgą gdy zobaczyłem na wyświetlaczu imię mojego przyjaciela.
- Zajebać Cię kurwa? Kiedy miałeś okazję do mnie zadzwonić?
- Sorry Styles, sprawy się pokomlikowały.
- O czym ty mówisz?
- Nie wykonaliśmy twojego planu do końca, nie mogliśmy.
- Jak to nie mogliście!?
- Ktoś nam przeszkodził.
- Niby kto?
- Thomas. - zacisnąłem pięść ze złości.
- Dziękuję, że do końca spierdoliłeś dzisiaj mój humor.
- Hazz, on dalej nie wie, że Vanessa żyje.
- A co z Chrisem? Spotkali się?
- Kazałem mu uciekać, chciałem uniknąć jakich kolwiek pytań od Thomasa do niego.
- Louis ja już kurwa nie wiem co robić. Jutro wracamy do Los Angeles, a ja jestem pokłócony z Vanessą. Jeszcze ta sprawa z Thomasem i Christopherem. Mam ochotę się upić.
- Styles wyluzuj, wszystko będzie dobrze. Z Vanessą się pogodzicie, a z Thomasem załatwimy sprawę tak samo jak z Chrisem.
- Mam taką nadzieje. Nie mam sił do tego wszystkiego, szczególnie do Thomasa.
- Damy radę, postaramy się zrobić wszystko by nie dowiedział się o niej. Wiesz, że możesz na nas liczyć.
- Wiem, dzięki.
- Musisz ochłonąć. Mamy tu wszystko pod kontrolą. Zayn zajmie się Christopherem, będzie go śledzić.
- Dobry pomysł. Nie długo się widzimy. Powiedz Horanowi, żeby był jutro na Lotnisku. Napiszę mu zresztą zaraz wiadomość.
- Spoko. Trzymaj się tam.
- No cześć. - rozłączyłem się, rzucając telefon na fotel.
Niech to wszystko będzie tylko jednym pierdolonym żartem. Czemu wszystko musi się walić? Thomas nie odpuści, wiem to. Będzie chciał się ze mną na sto procent spotkać, dlatego podejmę się tego. Nasza wojna trwa już od trzech lat, ile jeszcze będzie się ciągnąć? Nie mam zamiaru się poddawać, on zresztą też dlatego żaden z nas nie chce tego zrobić.
Drzwi wejściowe otworzyły się, a do środka weszła Vanessa oraz moja siostra. Momentalnie podniosłem się na nogi i podeszłem do nich. Ukochana przeleciała mnie obojętnie wzrokiem. Nadal jest zła, widzę to.
- Gdzie byliście? - spytałem, opierając się o framugę drzwi, które dzieliły korytarz z salonem.
- Nie powinno Cię to obchodzić. - fuknęła brunetka. Kochanie nie takim tonem do mnie.
- Hazz, pojechaliśmy kupić prezenty pod choinkę. - odpowiedziała Gemma, obserwując naszą dwójkę.
- Możemy pogadać? - powiedziałem w stronę mojej narzeczonej.
- Nie mam ochoty.
- Gemma zostawisz nas samych?
- Jasne. - uśmiechnęła się, biorąc od Vanessy torby.
- Chodźmy do sypialni.
- Powiedziałam, że nie będę z tobą rozmawiać.
- W końcu będziesz musiała. - złapałem ją za rękę i pociągnąłem do siebie. - Bądź grzeczną dziewczynką. - podniosłem ją i przełożyłem przez ramię, po czym zacząłem kierować się na górę.
- Puść mnie idioto!
- Ucisz ten swój pyskaty ton.
- Bo zacznę krzyczeć!
- Prosze bardzo. Niech moja matka uzna Cię za wariatkę. - moja odpowiedź od razu ją uciszyła i tak ma być.
Otworzyłem drzwi od pokoju i postawiłem ją na ziemię. Skrzyżowała ręce na piersiach, bacznie przyglądając się moim dalszym czynom. Podeszłem do niej i dotknąłem jej policzka, ale ona od razu zepchnęła moją dłoń.
- Nie dotykaj mnie.
- Przecież wiem, że lubisz jak Cię dotykam. - wymruczałem.
- Zostaw mnie!
- Nie chcę się z tobą kłócić, więc zrozum to kobieto! Chcę tylko na spokojnie porozmawiać!
- Za to co wczoraj zrobiłeś?
- Chciałem Cię przeprosić, wtedy dałem się ponieść złości.
- Złości? Spowodowaną czym?
- Nie mogę Ci powiedzieć.
- Odtrącasz mnie jakbym była dla Ciebie jakąś niepotrzebną szmatą!
- Nie mów tak o sobie!
- Jak sobie wyobrażasz nasze małżeństwo? W związku powinniśmy mówić sobie wszystko i przede wszystkim sobie ufać!
- Myślisz, że nie próbuję?
- Bo nie próbujesz! Wolisz słuchać samego siebie, bo jesteś egoistą!
- Uważaj na słowa. - złapałem ją za nadgarstek.
- Mam Cię w dupie, wiesz?
- Ile razy mam Cię przepraszać? Czego ty ode mnie oczekujesz?
- Lojalności!
- Przepraszam Cię za to, że popełniłem błąd. Inny na moim miejscu by tego nie zrobił. Wiesz jaki jestem i nie potrafię się zmienić z dnia na dzień.
- Po prostu czuję się dla Ciebie jak jakaś rzecz. - usiadła na kanapie, zakrywając dłońmi swoją twarz.
- Kochanie... Nigdy nie traktowałem Cię jak rzecz, jesteś moim skarbem. Dlaczego tak uważasz? Przecież dobrze o tym wiesz, że zrobię dla Ciebie wszystko.
- Ja chcę żyć otoczona prawdą, a nie kłamstwem. Chcę wiedzieć dlaczego tak Cię wczoraj poniosło.
- Nie wracajmy do wczoraj. Poniosło mnie wtedy, ale teraz jestem spokojny. Przepraszam, że tak się czułaś.
- Mam poczucie winy za moje zachowanie.
- Rozumiem Cię, miałaś prawo tak pomyśleć i zareagować. Nie jestem na Ciebie przez to zły.
- Naprawdę? - otarłem jej spływające po policzku łzy.
- Naprawdę. A teraz uśmiechnij się dla mnie.
- Nie chcę. - jęknęła.
- Chcę widzieć mojego uśmiechniętego kwiatuszka.
- Harry...
- No dalej. - uległa i posłała mi lekki uśmieszek.
- Dziękuję, że ze mną wytrzymujesz. - pocałowałem ją w czoło.
- Będę musiała jak chcemy być małżeństwem. - zaśmiała się, wtulając w moje ciało. - Wiesz, że musimy pomóc twojej mamie w przygotowaniu Wigilii?
- Zapomniałem.
- To chodź, zanim nam zabroni zbliżać się do stołu. - zaśmiała się i pociągnęła mnie za rękę na dół.

~*~

Już dzisiaj nadszedł dzień naszego wyjazdu. Razem z moją mamą i Gemmą czekaliśmy na Lotnisku. Vanessa nie była zbytnio zadowolona, że nasze dwu tygodniowe wakacje właśnie się skończyły. Ja zresztą też, chętnie bym został. Jeśli nam się ułoży, postaram się by ściągnąć do Los Angeles moją rodzinę. Nie chcę byśmy żyli tak daleko od siebie, chcę mieć ich przy sobie.
- Szkoda, że musicie wracać. - odezwała się Gemma.
- Przecież przylecicie na nasz ślub.
- Ale chciałabym mieć Cię blisko siebie.
- Ja również. - poparła ją Anne.
- Macie mój telefon, możecie dzwonić kiedy chcecie.
- Ale to nie to samo jak mieć przy sobie syna.
- Mamo... Moim zadaniem jest się wami opiekować, więc zrobię wszystko byście byli blisko mnie.
- Ale jak?
- Jeszcze pomyślimy. - ucałowałem ją w czoło.
- Tak się cieszę, że jesteś z nami.
- Mamo przynudzasz... - burknęła siostra.
- Gemma ucisz się. - odgryzła się. - Vanessa, słoneczko nadal się trochę wstydzisz, prawda?
- Ja? N..nie ja po prostu...
- Wiem, że się wstydzisz. Nie ma czego! - zaśmiała się i przytuliła ją. 

  Pasażerowie odlatujący lotem numer 312 Londyn - Los Angeles, proszeni są o udanie się do odprawy w celu oddania bagaży! Życzymy udanego lotu.

- Zadzwońcie albo napiszcie do nas jak dolecicie. - oznajmiła Anne.
- Dobrze.
- Uważajcie tylko na siebie tam w Los Angeles. Słyszałam, że to niebezpieczne miasto. - dodała Gemma, również nas całując i przytulając.
- Nie wiadomo ile w tym prawdy. 
- Trzymajcie się i miłego lotu. - ucałowała nas moja matka w policzek, a ja przekazałem ukochanej jej walizkę.
- Będziemy tęsknić.
- My też. Do zobaczenia. - ostatni raz się pożegnaliśmy i razem z Vanessą ruszyliśmy do odprawy.
- Gemma! - krzyknęła Vanessa, zatrzymując się w połowie drogi.
- Co? 
- Zapomniałam Ci powiedzieć, że będziesz druhną! - zaśmiała się.
- Ja!? Naprawdę!?
- A spodziewałaś się kogoś innego od Ciebie? Wszystko opowiem Ci przez telefon! Do zobaczenia! - pomachała jej i razem pobiegliśmy oddać bagaże. 

*Oczami Vanessy*

Niall odwiózł nas prosto pod nasz dom. Stęskniłam się za ciepłym klimatem Los Angeles. Anglia jest piękna, ale za to zimna i deszczowa. Harry otworzył drzwi i pozwolił wejść do środka jako pierwszej. Odłożyłam walizki w przed pokoju i rzuciłam się na kanapę w salonie. Nareszcie w domu. Najchętniej bym poszła teraz spać.
- Zmęczona? - spytał Styles, siadając obok mnie.
- I to jak.
- Może coś porobimy?
- Nie mam na nic siły. Muszę jeszcze wypakować nasze walizki.
Chłopak ułożył głowę na mojej klatce piersiowej, obejmując mnie ramionami w pasie. Leżąc tak mógł usłyszeć jak pracuje moje serce, które teraz wybijało szybszy rytm. Opuszkiem palca rysował niestworzone kształty na moim brzuch, kiedy tylko podwinął koszulkę. Mógł poczuć jak przez moje ciało przechodzi dreszcz spowodowany jego dotykiem. Harry uśmiechnął się na te reakcje, ponieważ wiedział, że to on jest ich powodem.
- Kochasz mnie? - zapytałam, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
- Tak. - rzekł prosto Hazz. - Bardzo, bardzo mocno. - odpowiedział i połączył nasze usta w pocałunku.

Z początku nieśmiałym, później namiętnym. W każdym calu wyrażającym miłość jaką darzyliśmy siebie nawzajem. Podwinęłam lekko koszulkę bruneta, ale on jednak szybko zareagował i posłał swoją koszulkę na podłogę.
Mogłam podziwiać świetnie wyrzeźbione ciało Harry'ego. Delikatnie zarysowane mięśnie brzucha,  klatę piersiową i ramiona. 
- Lubisz ten widok?
- Uwielbiam, jak każdy inny.
- Ja też uwielbiam twoje ciało... Nawet bardzo. - mruknął i zaczął składać mokre całusy na moim brzuchu. - Jest takie gładkie i delikatne.
- Pocałuj mnie. - rozkazałam, a on automatycznie musnął moje wargi, Kochałam ich smak, kochałam go całego.
- Pójdę na chwilę do garażu. - oznajmił i założył z powrotem swoją koszulkę.
Kiwnęłam głową i wyszedł na zewnątrz, pozostawiając mnie samą. Podniosłam się do pozycji stojącej i wniosłam walizki na górę do naszej sypialni.

Po godzinie wszystko co wyłożyłam z walizki, trafiło na swoje miejsce. Ogarnęłam nawet trochę nasz pokój oraz połowę salonu.
- Już jestem. - odezwał się Hazz, zamykając za sobą drzwi wejściowe.
- Co tam tak długo robiłeś?
- Zmieniałem Ci oponę w samochodzie, bo miałaś mało powietrza.
- Nie zauważyłam.
- Jak można tego nie zauważyć? - zaśmiał się.
- Nie wiem. 
Uśmiechnęłam się, a chłopak odwzajemnił uśmiech. Podszedł do mnie i czule pocałował w czoło. Nie wiem dlaczego, ale gdy mnie tu całuje, momentalnie się uspokajam. Musnęłam jego wargi, po czym poszłam do kuchni. Postanowiliśmy zrobić coś na kolację. Harry zaczął kroić składniki na sałatkę owocową, a ja wzięłam się za herbatę. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja wymieniłam z brunetem spojrzenia.
- Ja otworzę. - odpowiedziałam i ruszyłam, odstawiając czajnik na miejsce.
Otworzyłam drzwi i byłam zszokowana tym co zobaczyłam.
- Dobry wieczór, jesteśmy z policji. Czy zastaliśmy panią Vanessę McClain?

~*~
Udanych wakacji, kochani xx




7 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa o co chodzi z tą policją :D Rozdział super, jak zawsze :* Czekam na kolejny ;)) /Natalia

    OdpowiedzUsuń
  2. Szukasz spisu?
    chcesz się wybić?
    może poczytać inne blogi?
    Zapraszam do Spis opowiadań o One Direction

    OdpowiedzUsuń
  3. Policja ? O.o ciekawe o co chodzi ! *-* Boże , szybciutko next ! ;*** ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy next? Ciekawe o co chodzi z tą policją. Rozdział super <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe co z tą policją. I ciekawe kiedy Thomas dowie sie że Vanessa żyje.

    OdpowiedzUsuń