28 mar 2015

Rozdział 39


*Oczami Vanessy*

Poranek był zupełnie inny niż dotychczas. Kiedy otworzyłam oczy, zorientowałam się, że jestem w bardzo znajomej mi sypialni. Podniosłam się do pozycji siedzącej i ujrzałam sylwetkę Harry'ego, która leżała tuż obok mnie. Było wcześnie, praktycznie ósma rano. Nie wiem czy dobrze zrobiłam, że przespałam się z Harrym, z moim Harrym. Uśmiech sam wkradł się na moje usta kiedy przypomniałam sobie wczorajszą noc. Może naprawdę Miranda oraz Niall i Liam mieli rację co do niego? Wszyscy dali mi do zrozumienia, że tylko chciał mnie chronić, a nie skrzywdzić. Być może zbyt pochopnie go oceniłam, ale nadal boli mnie fakt, że całą tą decyzję podjął sam, beze mnie.  A co jeśli mnie zrani, co jeśli znowu będę przez niego cierpieć? Teraz, kiedy jest tuż przy mnie, wiem, że go odzyskałam. Mimo wszystko chcę znowu spróbować. Zdaję sobie sprawę z tego, że to od razu nie będzie to samo, że oczywiście będzie trochę inaczej. Wiecie, jednak dwa miesiące robi swoje. Mogę śmiało powiedzieć, że przy Harrym czułam, że żyję, a świat stoi przede mną otworem i daje nadzieję oraz szansę. Chociaż zastanawiałam się kiedyś za co ja go tak naprawdę kocham? Za te wszystkie bójki, strzelaniny i tajemnicze interesy? Każda inna dziewczyna na moim miejscu by zwiała z przerażania, ale nie ja. Coś ciągle ciągnie mnie do Harry'ego, nawet nie wiem dokładnie co. Codziennie myślałam o nim, nawet kiedy starałam się o nim zapomnieć. Marzyłam tylko o tym, aby znowu mnie objął i poprowadził tajemniczymi ścieżkami, pomimo iż chciałam czuć do niego nienawiść, której nie potrafiłam pokazać.
Kiedy spojrzałam na jego piękną twarzy, gdy był pogrążony we śnie widziałam w nim anioła. Czułam, że wszystko znowu się układa i wraca na swoje miejsce. Jego nogi były splecione z moimi, również poczułam jak jego jedna dłoń, trzyma moją. Ciepło jego ciała ogrzewało mnie i dawało poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo mi brakowało. Mówi się, że człowiek zasługuje zawsze na dwie szansy, więc postanowiłam dać ją Harry'emu.
Delikatnie przejechałam opuszkiem palca po jego gładkim policzku. Niepewnie nachyliłam się i zostawiłam delikatny, krótki pocałunek na jego wargach. Hazz mruknął coś pod nosem, ale nie obudził się. Próbowałam wstać z łóżka i stanąć na równe nogi, ale poczułam ręce na swojej talii, które w mgnieniu oka pociągnęły mnie do tyłu, wpadając w ramiona Harry'ego. Spojrzałam w jego piękne, naturalne zielone tęczówki.
- Witaj, Księżniczko. Gdzie uciekasz? - z jego głosu można było usłyszeć lekką chrypkę.
- Witaj - uśmiechnęłam się. - Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić.

- Dziękuję za tego całusa. Chciałbym mieć takie pobudki codziennie, wiesz? - wyszeptał.
- Możesz je mieć - powiedziałam równie cicho jak on.
- Kocham Cię. - rzekł, gdy nasze wargi się styknęły. Jego nos dotykał mojego, a oddech łaskotał usta. 
- Ja Ciebie też. - odpowiedziałam, uśmiechając się.
- Długo czekałem na tą chwilę.
- A więc, warto było czekać? - spytałam.
- Na Ciebie zawsze warto czekać. - ponownie obdarował mnie słodkim, lecz krótkim pocałunkiem. - To tylko sen, prawda? Zaraz się obudzę i wszystko znów wróci do rzeczywistości.
- Nie Harry, to nie jest sen. Jestem tu, jestem przy tobie.
-  Naprawdę? Czyli to prawda,  że trzymam Cię właśnie w swoich ramionach?
- Tak, całkowita prawda.
- Ty...ty naprawdę mi wybaczyłaś? Te słowa były prawdziwe?
- Gdybym nie wybaczyła to dawno by mnie tu nie było. Chcę spróbować Harry, ale to co wydarzyło się w nocy nie powinno mieć miejsca.
- Wiem, przepraszam Cię kochanie. Po prostu kiedy nie zaprotestowałaś pomyślałem, że mogę to zrobić. Mam nadzieje, że nie zrobiłem nic wbrew twojej woli.- z jednej strony miał po części rację. Nie powinniśmy byli zachowywać się tak spontanicznie, daliśmy się ponieść. A z drugiej on nie miał zielonego pojęcia jak bardzo cholernie pragnęłam jego dotyku.
-  Harry wiem, że po tym wszystkim co się wtedy wydarzyło, nic nie będzie takie same.
- Przepraszam. Żałuję tego wszystkiego co się pomiędzy nami wydarzyło. Kocham Cię i każda minuta bez Ciebie jest dla mnie stracona.
- Popełniłam w życiu wiele błędów, ale nigdy nie powiedziałam komuś, że go nie kocham nie wierząc w to.
- To nie była prawda. Zawsze Cię kochałem, a teraz chcę spróbować o nas walczyć, ponieważ chcę móc być znów przy tobie. 
- Skąd mam wiedzieć czy to prawda? Co jak znowu coś się spieprzy?
- Odbudujemy to, nie poddam się. Nie dopuszczę byś znowu była smutna ze względu na mnie. Zrobię wszystko co chcesz. - nie odejdę od niego, ponieważ choćby i mnie ciągle ranił, ja potrzebowałam go do swojego życia. Przez te dwa miesiące przekonałam się, że życie traci sens, kolory znikają, cała radość się ulatnia, a kiedy on się pojawia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszystko jest cudowne.
- Kupię Ci wszystko co chcesz, będziesz żyć jak księżniczka.
- Nie chcę twoich pieniędzy, chcę tylko miłości.
- Chcę, byś była szczęśliwa.
- Kiedy Cię nie było, nie byłam.
- Gdy próbowałaś mnie odpychać przez ten cały czas, ja i tak wiedziałem, że tylko starałaś się to wszystko udawać, tym samym ukrywając swoje uczucia.
- Bolały mnie twoje słowa. Nie mogłam.... - przerwał mi
- Ciii... Nie myśl o tym, zapomnij. Nie żyjmy tym co było. 
- Myślisz, że od tak potrafię to zostawić za sobą? 
- Będę się starał, byś cieszyła się każdym dniem i chwilą.
- Twój charakter zawsze był dla mnie zagadką. Proszę, obiecaj mi, że to się nie powtórzy. 
-  Tak, tak. Będziesz dla mnie zawsze najważniejsza. Kocham cię. - znów złożył pocałunek na moich ustach, tym razem trochę dłuższy. 
- Ja Ciebie też. I mam prośbę. Wytłumaczyliśmy sobie wszystko co związane jest z tamtą sprawą. Nie rozmawiajmy już o tym, ok? Niech będzie tak, jakbyśmy nigdy się nie rozstali. Dobrze?
- Jasne. - odparł - Zamieszkamy znów razem? - spojrzałam na niego zszokowana.
- Ja... - przerwał mi.
- Wiedziałem, to za wcześnie, przepraszam, że zapytałem, ja myślałem... - ty razem ja mu przerwałam.
- Tak, chcę Harry. - chłopak uśmiechnął się do mnie, ukazując swoje słodkie dołeczki i czuło musnął moje wargi.
Kiedy się ode mnie oderwał przytulił moje ciało do jego torsu. Akceptowałam jego wady, jego częstą bezczelność, jego chorobliwą zazdrość i nadopiekuńczość, a tylko dlatego, że kochałam go. Mam nadzieję, że wszystko powróci do normy i będziemy mogli żyć spokojnie we dwoje.
- Chyba musimy już wstać - westchnęłam, uwalniając się z jego uścisku.
- Musimy? - jęknął
- A co ty myślałeś, że przeleżymy cały dzień w łóżku?
- Chciałbym. - ujawnił swój cwaniacki uśmieszek i te słodkie dołeczki, a ja wywróciłam oczami.
- Ja niestety, nie mam zamiaru. - zsunęłam się z łóżka.
Czułam na sobie spojrzenie Harry'ego, gdy nakładałam na siebie bieliznę oraz swoją wczorajszą sukienkę, ponieważ nie miałam innych, swoich ubrań.
- Masz zamiar paradować w tej seksownej sukiencę przez cały dzień? Będzie Ci nie wygodnie, załóż moją koszulkę. - sięgnął po t shirt z podłogi i rzucił w moją stronę.
- Dzięki. - odparłam, łapiąc ją.
- Pójdę wziąć prysznic, może chcesz ze mną? 
- Boisz się, że Ci ucieknę? - skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Nie, tylko wolałbym umyć się z tobą.
- Myślę, że sobie poradzisz beze mnie. - wystawiłam mu język.
- Może, pojedziemy po twoje ciuchy do Chrisa? - spytał w czasie kiedy poprawiałam moje roztrzepane włosy. 
Przecież to ostatnie co doszło pomiędzy mną, a Chrisem wcale nie powinno się wydarzyć. Boję się spojrzeć mu w oczy, dlatego nie chcę tam jechać. Nie mogę, nie chcę na razie widzieć jego osoby.
- Nie. - rzuciłam i wyszłam, znikając za drzwi pokoju.
Nie wiem czy powiedzieć o tym Harry'emu. Wiem, jaka będzie jego reakcja, wścieknie się. Od dawna nie przepadał za Chrisem. Tolerował go tylko i wyłącznie z mojego powodu. 
W salonie panował kompletny bałagan. Roztłuczony wazon na podłodze, przewalone krzesła, mój boże. Potem posprzątam. 
Skierowałam się do kuchni i zaczęłam robić śniadanie dla nas obojgu. Zrobiłam również ciepłą herbatę i po paru minutach wszystko było skończone. Zaniosłam śniadanie do salonu, kładąc je na stoliku przed kanapą. Usiadłam na niej i włączyłam telewizor. Zatrzymałam na jakimś kanale z wiadomościami i wzięłam gryza swojej kanapki.
Po jakimś czasie Harry dołączył do mnie. Był świeżo po kąpieli. Ignorowałam jego spojrzenie, które było skierowane na mnie.
- Musimy porozmawiać.
- O czym? - cały czas gapiłam się w ekran telewizora.
- Dlaczego tak zareagowałaś, kiedy powiedziałem Ci, że możemy pojechać po twoje rzeczy do Chrisa?
- Nie ważne. 
- Ważne, Vanessa! Co się stało!?
- Nic się nie stało! 
- Widzę, że kłamiesz! Gadaj!
- Nie powiem Ci, bo wiem jak zareagujesz.
- Nie wkurzaj mnie, tylko mi powiedz!
- Obiecasz, że się nie wkurzysz?
- Nie wiem, mów.
- Chris i ja... Po-pocałowaliśmy się, znaczy... to on mnie.
- Że co!? 
- To nie tak jak myślisz. Do niczego pomiędzy nami nie doszło.
- Zapierdole skurwysyna, po prostu chuja zapierdole! - wstał, kierując się do drzwi. Wiedziałam, że wścieknie się to było oczywiste. - Doigrał się, kurwa! - założył na siebie kurtkę.
- Co ty chcesz zrobić!?
- Załatwię tą sprawę jak należy!
- Harry, zwariowałeś!?
- Ja kurwa zwariowałem!? Pocałował Cię!
- Proszę, nie. Nie rób mu krzywdy!
- Nie ruszaj się stąd! Będę za niedługo.
- Jadę z tobą!
- Kurwa, powiedziałem zostań!
- Nie pozwolę byś zrobił coś głupiego!
- Zostań tu, albo będę musiał zastosować innych metod, by Cię tu przytrzymać! - fuknął i wyszedł z domu, zamykając drzwi na klucz, tak bym nie mogła się wydostać.
Wyszedł sobie do cholery tak po prostu! Wszystko przecież przemocą nie załatwi! Boję się, wiem na co stać Harry'ego. Nie dawno się pogodziliśmy, a już jest kłótnia między nami. Nic nie mogę zrobić, ponieważ jestem uwięziona w tym cholernym domu. By przestać choć na chwilę myśleć o tej całej sprawie, zaczęłam sprzątać po naszym "wczorajszym zbliżeniu". Wzięłam się za sprzątanie kawałeczków po roztłuczonym wazonie. Musiałam uważać, by się nie pokaleczyć, więc robiłam to ostrożnie. Po może 10-15 minutach, usłyszałam dzwonek do drzwi. Podeszłam do nich, ale oczywiście nie mogłam otworzyć. 
- Tak?
- Vanessa?! To ja Niall, wpuść mnie.
- Nie mogę, Harry mnie zamknął.
- Poczekaj. - przez jakąś minutę była cisza, ale za chwilę drzwi wejściowe zostały otworzone przez blondyna.
- Uratowałeś mnie. - zaśmiałam się.
- Na serio? 
- Taaa, ale skąd ty?
- Hazz kiedyś dał mi klucz, by móc Cię pilnować kiedy go nie będzie, jeszcze zanim byliście razem.
- Rozumiem. Cieszę się, że Cię widzę. - uśmiechnęłam się do gościa.
- Ciebie też.  A tak w ogóle, to co ty tutaj robisz!?
- Długa historia, ale tak w skrócie powiem Ci, że znów jesteśmy razem.
- Naprawdę!? Ale...ale przecież ty i Hazz... 
- Postanowiłam dać mu szansę. 
- Jesteś niesamowita, mam nadzieję, że ją dobrze wykorzysta.
- Też tak myślę. 
- A jest on może?
- Wyszedł nie dawno z domu, nie pytaj.
- A więc sorry, że spytam, ale muszę. Co tu się stało!? - wskazał na kawałki roztłuczonego wazonu na podłodze.
No chyba mu nie powiem - "Niall ten bałagan to wina moja i Harry'ego, ponieważ pragnienie seksu między nami wzięło górę?!" To by było naprawdę głupie, gdybym powiedziała to jemu i to jeszcze najlepszemu przyjacielowi Harry'ego.
- Lepiej o to też nie pytaj.
- Haha, dobra rozumiem. - podniósł ręce w geście obronnym, śmiejąc się.
Chyba się zorientował po bluzce Harry'ego, którą mam na sobie. Również byłam w majtkach, więc dziękowałam w duchu, że zakrywała ona mnie do połowy ud.  
- Ok, to ja będę leciał. Przekaż Harry'emu jak wróci, że ja i chłopcy mamy do niego sprawę. To bardzo ważne. 
- Jasne, powiem. Do zobaczenia.
- Trzymaj się. - przytulił mnie i wyszedł, nie zamykając drzwi na klucz.
Westchnęłam i powróciłam do sprzątania.

*Oczami Harry'ego*

Byłem wkurwiony na maksa. Przysięgam, że zabije tego chuja. Myślałem, że szlak mnie trafi, kiedy się dowiedziałem. Jak on mógł ją w ogóle pocałować!?  Kierowała mną furia. Mam ochotę zapierdolić go i zatłuc na śmierć. Trzeba było od razu tak zrobić. Mojej własności nikt nie dotyka tylko i wyłącznie ja! Chyba nie zrozumiał moich słów, kiedy ostrzegałem go przed konsekwencjami, jeśli tylko ją chociaż dotknie. Widocznie miał inne plany co do niej, skurwysyn. 
Zacisnąłem mocniej ręce na kierownicy, patrząc przed siebie. Przycisnąłem bardziej pedał do podłogi i przyśpieszyłem. Nie uważałem nawet na znaki drogowe, nic mnie w tym momencie nie obchodziło.
Pod jego dom, dotarłem bardzo szybko. Wysiadłem z pojazdu i ruszyłem pośpiesznie pod drzwi domu. Zapukałem, a raczej walnąłem w nie. Jak szybko otworzył, tak i szybko dostał w twarz.
- O co Ci chodzi, koleś!?
- O co mi chodzi!? - złapałem go za koszulkę i przycisnąłem do ściany. - Dlaczego ją chuju pocałowałeś!?
- Chodzi Ci o Vanessę? - zaśmiał się.
- A więc wiesz co mam na myśli!? Gadaj kurwa.
- Skąd to wiesz?
- Raczej kurwa nie od księdza. 
- Mówiła Ci?
- Zadajesz za dużo pytań. Gadaj skurwysynie, dlaczego ją pocałowałeś!? - zza paska spodni wyjąłem broń i wymierzyłem w niego. Z jego twarzy w sekundzie zszedł uśmiech.
- Mam się tobie spowiadać!?
- Czego nie zrozumiałeś w naszej ostatniej rozmowie!?
- Wszystkiego, zaślepiony idioto. 
- Ostrzegałem Cię. - uderzyłem pięścią w jego brzuch na co upadł na podłogę. - Będziesz gadał?
- Nie mam Ci nic do powiedzenia! Wypierdalaj z mojego domu!
- Jeszcze z tobą nie skończyłem. - kucnąłem przy nim, uśmiechając się kiedy on w tym czasie zwijał się z bólu. - Wykorzystałeś sytuację, czyż nie? 
- Niczego nie wykorzystałem!
- To po co ją całowałeś?
- Bo chciałem.
- A więc, nie czujesz do niej tylko przyjaźni, jest coś więcej, mam rację? 
- Jesteś chujem, bo nie potrafisz jej kochać! Chcesz, żeby była tylko twoją zabawką. Myślisz, że jak obdarujesz ją drogimi prezentami to będzie twoja? 
- Nie wpierdalaj się tam gdzie nie trzeba. Powiedziałem, że jest moja i zawsze nią będzie.
- Dlaczego ona jest taka głupia!?
- Wie, co dla niej dobre. 
- Nie zasługujesz na nią.
- Może ty nie, ale ja tak. - zaśmiałem się zwycięsko i wstałem, dając mu kolejny raz cios w brzuch. -  A teraz grzecznie pójdziesz na górę i spakujesz jej rzeczy. W tym momencie. - znów się zaśmiał.
- A co jeśli tego nie zrobię?
- To ja wyceluję w Ciebie, bronią i pójdziesz do piekła. No chyba, że chcesz jeszcze trochę pożyć. 
- Szmaciarz. 
- Idź spakować jej rzeczy i je tu przynieś. - wstał i zrobił co mu kazałem. Poszedłem za nim i patrzyłem jak chowa wszystkie rzeczy do walizek. Nawet mi je do samochodu zaniósł. Wróciliśmy do środka.
- Jednak obeszło się bez broni. - odpowiedziałem, chowając swój pistolet zza pas spodni. 
-  I co teraz? Nie zabijesz mnie?
- Chętnie bym to zrobił, ale na razie nie. 
- Jak ona może kochać takiego przestępce!?
- Jakoś może. - odparłem - Teraz posłuchaj mnie uważnie, bo jeśli tego nie zrobisz, przy najbliższym twoim kolejnym ruchu wobec Vanessy zostaniesz źle potraktowany, gorzej niż dzisiaj.  
- Gdy ona się dowie, znienawidzi Cię.
- Raczej nie był bym tego taki pewny. Wie do kogo należy, a tym kimś nie jesteś ty tylko moja zacna osoba. A więc, powróćmy do tematu. Masz się trzymać od niej z daleka, nie rozmawiać ani nawet na nią nie patrzeć.
- Koleś, powinieneś się leczyć psychiatrycznie. 
- Tylko Cię ostrzegam. No chyba, że chcesz zarobić kulkę. 
- Skończyłeś!?
- Teraz tak. Mam nadzieję, że nie będę musiał Ci znów grozić. - zaśmiałem się i wyszedłem, mocno trzaskając drzwiami.
Zobaczymy czy moje groźby coś poskutkują. Jak nie to niestety będę musiał się go pozbyć. Życie.

*Oczami Vanessy*

Skończyłam sprzątać ten cały bałagan ponad godzinę temu, a Harry'ego nadal nie ma. Nie odbiera nawet komórki. Boję się, że zrobił coś Chrisowi. Znając jego, napewno. Czuję się winna, bo jednak jestem. Nerwowo chodziłam po pokoju, próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie do zabicia czasu. Co jeśli go zabił? Harry jest zdolny do wszystkiego, znam jego charakter dość dobrze, by wywnioskować, że doszło coś pomiędzy nimi. Jego chorobliwa zazdrość, no właśnie. 
Z moich rozmyślań wyrwało mnie skrzypnięcie drzwi. Spojrzałam w ich kierunku, a fala ulgi oblała moje ciało, gdy zobaczyłam Harry'ego. Wpatrywaliśmy się w swoje twarze, nie odzywając się ani słowem, jednak po chwili Styles przerwał ciszę. 
- Dlaczego drzwi były otwarte!?
- Harry, jesteś.
- Odpowiedz mi na pytanie! 
- Niall tu był.
- Co chciał?
- Kazał przekazać, że razem z chłopakami mają jakąś sprawę do Ciebie.
- Mówił Ci coś jeszcze?
- Nie, tylko to.
- Zaraz do niego zadzwonię. - odpowiedział, a ja niepewnie podeszłam do niego i dotknęłam dłonią jego policzka.
- Harry... - przerwał mi
- Wiem co chcesz powiedzieć. Do niczego nie doszło. Jedynie go poturbowałem, nic więcej.
- Mówiłam Ci, żebyś nie robił mu krzywdy.
- Wiesz dobrze, że nie obchodzi mnie to co powiesz w takiej sprawie.
- Wiem, ale chociaż raz mógłbyś mnie posłuchać. 
- Gdybym Cię posłuchał on ciągle wykorzystywałby sytuację, kiedy jesteś sama, beze mnie.
- Skąd to wiesz?
- Znam takich jak on. 
- Jesteś bardzo zły? Przepraszam Cię, Harry. Ja nie chciałam go pocałować, to on. 

- Jak daleko się posunęliście?

- On powiedział, że mnie kocha. - chłopak mocniej zacisnął swoje pięści - Zaczął mnie całować, a ja...
- Ty uległaś - dokończył za mnie.
- Ja naprawdę nie chciałam tego. Trafiłam z nim do sypialni, ściągnął ze mnie koszulkę, ale zanim zdążył co kolwiek zrobić, powstrzymałam go.
- Jestem cholernie wściekły, ale na niego. Na Ciebie nie mógłbym.
Przybliżył się do mnie, a nasze nosy prawie się ze sobą stykały. Czułam jego ciepły oddech, a za chwilę jego usta. Połączył je w delikatnym pocałunku. Odsunęłam się trochę, by móc spojrzeć w jego oczy. Uśmiechnął się do mnie, ukazując dołeczki. Był taki perfekcyjny, piękny.
- Nie chcę żebyśmy się kłócili - powiedziałam, głaszcząc jego policzek palcami nie odrywając kontaktu wzrokowego między nami.
- Ja też nie. - przytrzymał mój podbródek unosząc go do góry, a za chwilę znów musnął moje wargi, tym razem bardziej zachłanniej. 
- Nie mówmy już o tym co się wydarzyło. - przerwałam mu. - Porozmawiajmy o czymś innym. 
- Na przykład?
- O przyszłości - odpowiedziałam, a serce zabiło mi szybciej z nerwów. - Chcesz mnie w swojej przyszłości, Harry?
- Gdybym Cię w niej nie chciał, to już dawno bym się w to wszystko nie angażował, prawda? - spytał. - Jesteś moją przyszłością, życiem, wszystkim. Chcę Cię w każdej minucie mojego życia. 
- I chcesz żyć tak jak teraz? - zmarszczyłam brwi. - W tym chaosie i brudnych interesach?
- Kiedyś to się skończy, obiecuję.
- Nie obiecuj, Harry - powiedziałam płaczliwym głosem. - Jesteś beznadziejny w obietnicach. 
Chłopak objął mnie, składając na moim czole delikatny pocałunek, a ja mocno wtuliłam się w jego ciało.
- Jednak w tej sprawię jestem szczery. Dla Ciebie zrobiłbym wszystko.


~*~
 
Jak widzicie, rozdział pojawił się po tygodniu
Przepraszam, ale po prostu ten tydzień nie zaliczam do udanych. Działo się w nim zbyt dużo. 
Jak już wiecie, Zayn postanowił odejść z One Direction. Załamałam się na wieść o tym. Od czwartku nie mogę poradzić sobie ze samą sobą. Płaczę gdy oglądam ich zdjęcia i gdy słucham ich piosenek. Nie będę rozpisywać się na ten temat, bo po prostu nawet nie mam siły ;(
Jestem po prostu zalana łzami nawet kiedy to piszę.
Będę starała dodawać rozdziały co tydzień ;P
Dziękuję wam za wszystko ;*

Kocham xx

PS. Przepraszam, jak są błędy. 
 
Przeczytałaś/eś? - Skomentuj! 

8 komentarzy:

  1. Kochamm to opowiadanie i czekam na dalszą akcje❤jejuuuupisz bo nie mogęsie doczekać��

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogłam się doczekać <3 Super ;** Czekam na kolejny ff c: A ty, trzymaj się tam :* Będzie dobrze Michelle :)) ! /Natalia

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg super nareszcie się układa i jest tak jak powinno być <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdzial genialny! Jak kazdy zreszta;) Michelle nie zalamuj sie... Musisz sie z tym pogodzic ze Zayn odszedl. Trzeba przyjac to do wiadomosci i.z tym zyc. Na poczatku bedzie Ci trudno ;* ale swiat sie nie zawalil :* sama widzisz... dasz rade!! Co do rozdzialu napisze raz jeszcze ze wspanialy i czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny <3 Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zwykle super nie mogłam się doczekac :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niech HARYY OBIJE DUPE CHUJOWI ;D CO SIE KU*WA BEDZIE PIEPRZYŁ Z VANESSĄ XD no i w sumie dobrze że wrócili do siebie, bo w sumie do sb pasują, no nie?!
    Ej, Michella....
    CIĄŻA! XD

    OdpowiedzUsuń